Wprowadzenie do Legendy Trzech Towarzyszy

1. Relacja pomiędzy listem z Greccio i 3 T.

List z Greccio był odpowiedzią niektórych braci na prośbę, z jaką zwróciła się Kapituła Generalna, która odbyła się w Genewie (1244 r.) do wszystkich braci Zakonu, by zebrać i nadesłać do ministra generalnego, Crescenzio z Iesi, wszystkich autentycznych danych dotyczących życia i cudów św. Franciszka. List identyfikowany z manuskryptem z Fryburga jest datowany na 11 sierpnia, 1246 r., z podany miejscem jego sporządzenia, jakim miał być erem w Greccio. Podpisani są Leon, Rufin i Angelo, jedni z pierwszych towarzyszy Franciszka. W świetle dzisiejszych badań, nie istnieją wątpliwości, co do autentyczności tego dokumentu. Widniejące na tym liście imiona były powodem nazwania interesującego nas dokumentu ?Legendą trzech Towarzyszy?, ponieważ ów list był uważany za wstęp, bądź prezentację dokumentu. Prawie wszystkim manuskryptom 3 T towarzyszy list z Greccio.
Badania 3 T wskazują na rzeczywiste trudności w traktowaniu tego dokumentu w jedności z listem. Mówi on o towarzyszącym mu zbiorze wspomnień o Świętym z Asyżu, tymczasem 3 T jest dobrze przemyślanym i stanowiącym jedność dokumentem o cechach ?Legendy?, rozumianej jako gatunek literacki. Ton listu jest całkowicie inny od stylu 3 T.
Według Fernando Uribe ofm , ?pakiet dokumentów? zapowiadany przez list z Greccio mógł zawierać materiał, którego część posłużyła do napisania 3 T.

2. Problem jedności 3 T

Problem jedności dokumentu wiąże się z zawartością treściową, która w swej ciągłości chronologicznej wyraźnie przerywa się w XVI rozdziale, powodując wielką lukę informacyjną dotyczącą lat 1221-1224, czyli czasu pierwszego wielkiego kryzysu rodzącej się wspólnoty braterskiej.
Jedność pierwszych 16 rozdziałów jest bezsprzeczna. Cytowana wcześniej ?Rubryka?, czyli napisany przez jakiegoś kopistę wstęp do 3T, koresponduje z zawartością tej części. Wydaje się, że dzieło to miało opisać tylko czas młodości Franciszka, jego nawrócenie oraz pierwsze lata istnienia wspólnoty braterskiej. Dwa ostatnie rozdziały zostały dopisane przez innego autora, z intencją, by nie pozostawić niedokończonego dzieła o Franciszku.

3. Źródła 3 T

Egzamin wewnętrzny 3 T wskazuje na pierwszorzędną zależność od ?Życiorysu pierwszego św. Franciszka? napisanego przez Tomasza z Celano (1 Cel), ?Oficjum rymowanego? napisanego przez Juliana ze Spiry (JOf), i od ?Anonimu z Perugii? (AP). Badania tekstu wskazują, iż pierwsze 16 rozdziałów wskazują na tekstowe zależności w następujących statystykach procentowych:
43,25% 3 T pochodzi z AP
32% 3 T pochodzi z tzw. ?Florilegium? dołączonego do listu z Greccio
15% 3 T pochodzi z 1 Cel
2,45% 3 T pochodzi z JOf
1,20% 3 T pochodzi z pism brata Leona

Wpływ ?Życiorysu drugiego św. Franciszka? Tomasza z Celano (2 Cel) oraz ?Życiorysu większego św. Franciszka? napisanego przez św. Bonawenturę (1 B) odnajduje się wyłącznie w dwóch ostatnich rozdziałach 3 T.

4. Data kompozycji 3 T

Kompozycja 3 T odbywała się w dwóch fazach. Pierwsze 16 rozdziałów powstało po ukazaniu się AP (1240-41) i przed redakcją 2 Cel (1247). Margines czasu można jeszcze bardziej zredukować pomiędzy latami 1244 i 1246, czyli w czasie między Kapitułą generalną, a listem z Greccio.
Ostatnie 2 rozdziały odznaczające się zależnością od 2 Cel i 1 B, czyli po kapitule w Paryżu (1266)

5. Autor 3 T

Wielką trudność stanowi wskazanie na konkretnego autora 3 T. Jak do tej pory nie odkryto wystarczających danych do tego, by sformułować wiarygodne hipotezy odnośnie do osoby autora. Bardzo prawdopodobne jest to, że był to członek Zakonu, ponieważ prezentuje się jako dobry znawca Zakonu. Z tekstu wynika, że swą pracę wykonał bądź w Asyżu, bądź w jego okolicach.
Należy doprecyzować, że bardziej niż o jednym autorze 3 T, należałoby mówić o redaktorze dobrze posługującym się łaciną, który miał do dyspozycji różne źródła, które zostały przez niego skomponowane w jedno, dobrze zorganizowane dzieło.

6. Styl 3 T

Dokument 3 T należy do grupy ?małych biografii? św. Franciszka, które w sposób rygorystyczny przestrzegają porządku chronologicznego. W procesie redakcyjnym dziełka zauważa się przeważającą metodę kompilacji, która spowodowała iż w jakiś sposób pozostały ślady stylów źródeł, z których autor czerpał potrzebne mu dane. Mimo tej pewnej zależności od źródeł, rozpoznaje się znakomitą biegłość autora, który potrafił je przetransponować w taki sposób, iż bez dokładnej analizy 3 T jawi się jako dzieło oryginalne i jednolite w swoim stylu, pięknym stylu.

7. Celowość 3 T

Analiza tekstu wskazuje na dwa cele, jakie autor 3 T założył sobie przy pisaniu tego dokumentu. Z jednej strony dostrzega się dążenie do przekazania informacji na temat życia św. Franciszka, z drugiej zauważa się narrację, która opowiada początki Zakonu.
Pierwszy z celów ma charakter hagiograficzny na ile pragnie zachować fundamentalne elementy średniowiecznej legendy hagiograficznej. Cel drugi nadaje charakteru historycznego pragnąc opowiedzieć początki i wskazać na fundamenty, nie tyle odnosząc się do zewnętrznych faktów, ale także na ideały ewangeliczne, które ożywiały początki nowego Zakonu. W ten sposób można wskazać, iż cel 3 T jest zarówno celem historycznym, jak i hagiograficznym, celem informacyjnym i celem formacyjnym.
Dzieło to jest skierowane przede wszystkim do nowych pokoleń Braci Mniejszych.

8. Znaczenie i wartość 3 T

Dziełko to jest cennym opisem prymitywnej wspólnoty Braci Mniejszych ze szczególną uwagą poświęconą postaci centralnej, czyli św. Franciszkowi. Postać Świętego w 3 T otrzymuje tutaj własne charakterystyki, nie sprzeciwiające się tym, które prezentuje Tomasz z Celano i św. Bonawentura, a ubogacając je. Franciszek tu przedstawiony jest osobą dynamiczną, która przechodzi głęboką ewolucję, ukazując w sposób bardzo wyraźne cechy psychologiczne. Dziełko to przedstawia duchowość Świętego, szczególnie swój Chrystocentryzm, który zauważa się poprzez podobieństwo swego życia do życia Jezusa Chrystusa.
3 T prezentuje się jako dzieło autonomiczne i jednolite. Szczególnie należy je cenić za swój styl, który naśladując prozę antyczną. Większość opowiadanych epizodów przedstawia Franciszka i jego braci z wielką żywiołowością i konkretnością, osiągniętą dzięki użyciu stylu dialogicznego naśladującego styl ewangeliczny.

 

Towarzysze Ldo8

6 Nie zadowalamy się jedynie opowiadaniem cudów, które nie sprawiają świętości, ale ją ujawniają, lecz pragnąc okazać to co wyróżnia jego święte postępowanie 7 i pobożne upodobanie woli ku czci i chwale Najwyższego Boga oraz [przedstawić] słowa świętego ojca dla zbudowania chcących odwzorowywać jego ślady. 8 Nie piszemy tego jednak na sposób legendy, ponieważ już przedtem sporządzono legendy o jego życiu i o cudach, jakich Pan dokonał za jego pośrednictwem, 9 ale wybieramy, jak z pięknej łąki, niektóre kwiaty, według naszego zdania najpiękniejsze, nie idąc za ciągiem historycznym, 10 ale rozmyślnie opuszczając wiele z tego, co w rzeczonych legendach zostało już zamieszczone, w mowie tak bardzo prawdziwej i znakomitej. 11 Jeżeli zgodnie z waszym rozeznaniem wyda się wam to słuszne, możecie [do nich] dołączyć te kilka słów, co spisaliśmy. 12 Wierzymy bowiem, że gdyby czcigodnym mężom, którzy sporządzili rzeczone legendy, były znane owe kwiaty, to wcale by ich nie pominęli, ale przynajmniej część z nich ozdobiliby swoją wymową i zostawili je potomnym ku pamięci.
13 Świątobliwy Ojcze, pozostańcie zawsze zdrowi w Panu Jezusie Chrystusie, w którym my, wasi zbożni synowie, pokornie i pobożnie polecamy się waszej świątobliwości.
Dano w miejscowości Greccio, 11 sierpnia, roku Pańskiego 1246.

Oto niektóre rzeczy spisane przez Trzech Towarzyszy błogosławionego Franciszka mówiące o jego życiu i zachowaniu jako człowieka świeckiego, o jego przedziwnym i doskonałym nawróceniu oraz o doskonałości początków i fundamentów Zakonu w samym Założycielu i w pierwszych braciach.

Rozdział I
Narodzenie św. Franciszka. Jego próżność, ciekawość i rozrzutność. I jak od tego przeszedł do szczodrobliwości i miłości wobec ubogich[i].
2. 1 Franciszek pochodzi z miasteczka Asyżu, które jest położone na krańcach Doliny Spoletańskiej. Przez swą matkę został nazwany najpierw Janem, ale jego ojciec, w czasie którego nieobecności się urodził, nadał mu, po powrocie z Francji, imię Franciszek. 2 Tutaj, po osiągnięciu wieku dojrzałego i nabyciu prostych uzdolnień, wykonywał sztukę ojca tj. Ćwiczył się w kupiectwie, 3 ale robił to bardzo odmiennie, ponieważ był pogodniejszy i szlachetniejszy od ojca, oddawał się żartom i pieśniom, włócząc się chętnie dniem i nocą po Asyżu z sobie podobnymi towarzyszami. W wydatkach zaś był hojniejszy i to tak dalece, że to wszystko, co mógł mieć lub zarobić trwonił na jedzenie i inne rzeczy. 4 Z tego powodu rodzice karcili go często mówiąc mu, że tak wielkie czyni wydatki na siebie i na innych, że wydaje się być nie ich synem, lecz jakiegoś wielkiego księcia. 5 Ponieważ jednak byli bogaci i najczulej go kochali, tolerowali go w tych [zachowaniach] nie chcąc mu przeszkadzać. 6 Matka zaś jego, gdy słyszała jak sąsiedzi mówią o jego dużej rozrzutności, odpowiadała: – ?Co wy myślicie o moim synu? Jeszcze dzięki łasce będzie synem Bożym?. 7 A on sam nie tylko w tym był hojny, co więcej – rozrzutny, lecz także często przesadzał w ubieraniu się sprawiając sobie droższe szaty niż mu przystało. 8 W swej ciekawości był także bardzo próżny tak, że czasami robił jedno ubranie zszywając materiał bardzo drogi z materiałem bardzo tanim[ii].
[2Cel 3 – 1Cel 2; 1Bon 1,1; AP 3]
3. 1 Był jednak jakby z natury dworski w obyczajach i w wyrażaniu się zgodnie postanowieniem swego serca, aby nikomu nie powiedzieć słowa uwłaczającego lub grubiańskiego, co więcej – gdy tak był młodzieńcem wesołym i swobodnym postanowił sobie niewiele reagować na grubiańskie słowa. 2 Dlatego właśnie sława jego imienia rozeszła się po całej prawie okolicy, tak że wielu z tych, którzy go znali, mówiło, że stanie się on kimś wielkim. 3 Od tych stopni cnót naturalnych doszedł do tej łaski, że zapowiedział zmianę sobie samemu: – Jeżeli jesteś szczodry i dworski wobec ludzi, od których nic nie otrzymujesz oprócz przemijającej i próżnej przychylności, to jest rzeczą słuszną, byś ze względu na Boga, który jest najszczodrobliwszy w wynagradzaniu, był dworski i szczodry wobec biednych. 4 Od tej też chwili lubił przebywać w obecności ubogich rozdzielając im obficie jałmużny. 5 A chociaż był kupcem, to jako szafarz bogactw tego świata był bardzo nieskuteczny. 6 Gdy zaś pewnego dnia w magazynie gdzie sprzedawało się materiały stał pochłonięty sprzedażą materiałów, przyszedł jakiś biedny prosić go o jałmużnę ze względu na miłość Bożą. 7 Gdy opanowany zupełnie pożądliwością bogactw i troską o sprzedaż, odmówił mu wsparcia, to później, tknięty łaską Bożą, wyrzucił sobie to wielkie prostactwo, 8 mówiąc: – Jeżeli ten biedak, prosiłby cię w imię kogoś wielkiego – hrabiego lub barona, z pewnością przychyliłbyś się do jego prośby. 9 O ile bardziej powinieneś to uczynić ze względu na Króla królów i Pana wszystkich!. 10 Po tym doświadczeniu postanowił w sercu, że w przyszłości nie odmówi niczego, gdy będzie proszony w imię tak wielkiego Pana.
[1Bon 1,1 – 1Cel 17; AP 4 – 2Cel 5]

Rozdział II
Więzienie w Peruggi i dwie wizje, które miał chcąc zostać rycerzem.
4. 1 Swego czasu wybuchła wojna między Perugią a Asyżem. Franciszek wraz z wieloma współobywatelami został wzięty do niewoli i uwięziony w Perugii. Jednak ze względu na szlachetność obyczajów został osadzony w więzieniu razem z rycerzami. 2 Gdy zaś któregoś dnia jego współwięźniowie byli szczególnie przygnębieni, on, z natury radosny i pogodny, nie wydawał się być smutny, lecz w jakiś sposób uradowany. 3 Z tego powodu jeden z towarzyszy karcił go jak obłąkanego, gdyż będąc w więzieniu okazuje radość. 4 W odpowiedzi na to Franciszek żywo zawołał: – Cóż myślicie o mnie? Jeszcze będę uwielbiany przez cały świat. 5 A gdy jeden z rycerzy, z którymi był więziony, znieważył towarzysza niedoli, a reszta z tego powodu chciała trzymać się od niego z daleka, to tylko sam Franciszek nie odmówił mu swego towarzystwa i innych zachęcał do tego samego. 6 Pod koniec roku zawarto pokój między wspomnianymi miastami i Franciszek z pozostałymi więźniami powrócił do Asyżu.
[2Cel 4]
5. 1 Po kilka zaś latach pewien szlachcic asyski zaopatruje się w rynsztunek rycerski, aby udać się do Apulii celem zwiększenia majątku lub sławy. 2 Co usłyszawszy Franciszek natychmiast pragnie iść wraz z nim i aby zostać rycerzem hrabiego Gentile przygotowuje możliwie najdroższe materiały, a chociaż był biedniejszy bogactwem, to jednak okazał się rozrzutniejszy szczodrością od swego ziomka. 3 Pewnej więc nocy, gdy oddawał się rozmyślaniu nad całkowitym wypełnieniem tego i gorąco płonął pragnieniem wyruszenia w drogę, został nawiedzony przez Pana, który jego, tak żądnego chwały, przez widzenie, rozbudził i zachęcił do szczytu chwały. 4 Tej bowiem nocy podczas snu ukazał mu się ktoś, wołając go po imieniu i wprowadzając do jakiegoś miłego pałacu pięknej oblubienicy, pełnego broni rycerskiej, mianowicie błyszczących tarcz i innych sprzętów wiszących na ścianach, odnoszących się do ozdabiania rycerstwa. 5 Z tego powodu, gdy napełniony radością dziwił się w milczeniu, co to mogłoby oznaczać, zapytał, do kogo należy ta broń, błyszcząca takim blaskiem i ów pałac tak piękny. 6 I otrzymał odpowiedź, że to wszystko należy do niego i jego rycerzy. 7 Obudziwszy się rano, wstał pełen wewnętrznej radości. Myśląc po świecku, gdyż nie zakosztował jeszcze w pełni działania Ducha Bożego, sądził, że to wszystko wróży mu godność książęcą. Biorąc więc to widzenie za zapowiedź przyszłej wielkiej fortuny, postanawia udać się natychmiast do Apulii, by stać się rycerzem wspomnianego hrabiego. 8 Stał się radośniejszy niż zwykle do tego stopnia, że wielu zdumionym i pytającym o przyczynę tej radości, odpowiadał: – Wiem, że będę wielkim księciem.
[1Cel 5; 2Cel 6; 1Bon 1,3; AP 5]
6. 1 Otóż bezpośrednio w przeddzień tego widzenia dał dowód tej wielkiej wspaniałomyślności i szlachetności, co, jak się wydaje, nie pozostało bez wpływu na samo widzenie. Tego bowiem dnia oddał pewnemu biednemu rycerzowi swe nowo uszyte szaty, a wszystkie wyszukane i drogie. Przygotowawszy się wyruszył do Apulii. Dotarł aż do Spoleto i tam zachorował. Nadal jednak marzył o kontynuowaniu podróży. Pewnej nocy pogrążony w półśnie, usłyszał głos pytający go, dokąd chce się udać. Gdy Franciszek ujawnił swój cały plan, ten, który ukazał mu się we śnie, zapytał:
– Kto może postąpić z tobą lepiej Pan czy sługa?
Franciszek odpowiedział:
– Pan.
A głos ów odrzekł:
– Dlaczego więc dla sługi opuszczasz Pana i Księcia dla poddanego?
Franciszek zapytał:
– Panie, co chcesz, abym czynił?
Głos odpowiedział:
– Powróć do swojej ziemi, a tam się dowiesz, co masz czynić, ponieważ widzenie, które miałeś masz rozumieć inaczej (Dz 9,6-7).
A jak po pierwszej wizji napełniła go ogromna radość, bo przecież pragnął tylko doczesnej pomyślności, tak po tej skupił się wewnętrznie i pełen podziwu zastanawiał się nad jej znaczeniem tak głęboko, że owej nocy już więcej nie mógł zasnąć. Z pośpiechem i wielką radością wybrał się o świcie w powrotną drogę do Asyżu, mając nadzieję poznania woli Boga, który ukazał mu to wszystko i otrzymania od niego wskazówek dotyczących własnego zbawienia. Jego serce już zostało przemienione. Zrezygnował z podróży do Apulii. Nie pragnął już niczego innego, jak tylko dostosowania się do woli Bożej.
[2Cel 5; 1Bon 1,2 – 1Cel 7; 2Cel 6; 1Bon 1,3; AP 6-7]

Rozdział III
Jak Pan po raz pierwszy napełnił jego serce cudowną słodyczą, pod wpływem której Franciszek zaczął czynić postępy w pogardzie wobec siebie samego i wszelkiej próżności, a także w modlitwie, rozdawaniu jałmużny i umiłowaniu ubóstwa.
7 Skoro powrócił do Asyżu, któregoś wieczoru – było to kilka dni później – towarzysze wybrali go na przewodniczącego, aby według swego upodobania rozporządzał wydatkami. Polecił więc przygotować wystawną ucztę, jak robił to już tak wiele razy. Po jej zakończeniu wyszli z domu; towarzysze szli pierwsi, włócząc się po mieście ze śpiewem na ustach. On z laską w ręku, jak przystało przewodniczącemu zabawy, szedł za nimi na samym końcu i nie śpiewał, ale pogrążony był w głębokiej zadumie[iii].I oto nagle nawiedził go Pan. Słodycz tak cudowna napełniła jego serce, że nie może ani mówić, ani poruszać się. Stało się dla niego rzeczą niemożliwą odczuwać czy słyszeć coś poza tą słodyczą, która sprawiła, że był tak nieczuły na doznania fizyczne, iż, jak sam później wyznał, nawet gdyby cięto go na kawałki, nie byłby w stanie ruszyć się z tego miejsca. Kiedy towarzysze odwrócili się i zobaczyli, że został tak daleko za nimi, wrócili do niego. Przerażeni patrzą i widzą go, jakby już przemienionego w innego człowieka.
Pytają go więc:
– O czymże myślałeś, że nie szedłeś za nami? Być może -mówią żartując myślałeś o ożenieniu się?
Odpowiedział im z ożywieniem:
– Powiedzieliście prawdę, ponieważ myślałem o wzięciu oblubienicy szlachetniejszej, bogatszej i piękniejszej, aniżeli kiedykolwiek widzieliście.
Kpili z niego. On zaś powiedział to nie od siebie, lecz natchniony przez Boga. Wspomnianą bowiem oblubienicą, którą pojął, było prawdziwe życie religijne, dzięki ubóstwu szlachetniejsze, bogatsze i piękniejsze[iv].
[2Cel 7 – 1Cel 7]
8. Od tej godziny Franciszek zaczął uważać się za nędznego i gardził tym wszystkim, co niedawno kochał; co prawda nie robił tego doskonale, gdyż nie oderwał się jeszcze zupełnie od próżności tego świata.Oddalając się nieco od światowego zgiełku, starał się zachować Jezusa Chrystusa we wnętrzu swoim i ukryć przed ironicznymi spojrzeniami ewangeliczną perłę, którą pragnął nabyć, sprzedawszy wszystko. Często również, prawie każdego dnia, chodził modlić się w skrytości. Odczuwał w tym pewnego rodzaju przymus dzięki słodyczy, której coraz częściej doznawał, a która skłaniała go do modlitwy czasami nawet na ulicy i innych miejscach publicznych. Chociaż już od dawna był dobroczyńcą ubogich, to jednak od tego dnia mocniej sobie postanowił w swoim sercu, by w przyszłości nie odmówić jałmużny żadnemu ubogiemu, który prosiłby go w imię Boga i by dawać ją hojniej i obficiej niż zazwyczaj. Tak więc, za każdym razem, gdy ubogi prosił go o jałmużnę poza domem, wspierał go pieniędzmi, skoro tylko było to możliwe; gdy zaś nie miał pieniędzy, dawał mu czapkę lub pas, byle tylko nie odsyłać go z pustymi rękoma. Jeśli i tego nie miał, odchodził na ustronne miejsce, zdejmował swą koszulę i dawał ją dyskretnie ubogiemu, prosząc aby ją wziął ze względu na Pana. Kupował także przedmioty, mogące służyć ozdobie kościołów i po kryjomu wysyłał je ubogim kapłanom.
[1Cel 4.6; 1Bon 1,4 – 2Cel 8; 1Bon 1,6]
9. Kiedy pozostawał w domu, w czasie nieobecności ojca, nawet wtedy gdy jadał tylko z matką, stawiał na stole tyle chleba, jakby przygotowywał posiłek dla całej rodziny. Gdy zaś matka któregoś dnia zapytała, dlaczego tyle chleba położył na stole, odpowiedział, że chce się przygotować do udzielenia jałmużny, gdyż postanowił dać ją każdemu, proszącemu w imię Boże. Matka zaś, ponieważ bardziej go kochała, a niżeli pozostałe dzieci, pozwalała mu postępować według jego własnego uznania, patrząc do czego doprowadzi to wszystko. Serce zaś jej było pełne podziwu z powodu tego co robił. Jak ongiś bardzo lubił całym serce przyłączać się do swoich przyjaciół, gdy go wołali, a ich towarzystwo było dla niego tak pociągające, że niejednokrotnie wstawał od stołu nawet wtedy, gdy jeszcze niewiele zjadł, zostawiając rodziców udręczonych i tym nieposłusznym odejściem, tak teraz całym swym sercem skłaniał się do wyszukiwania lub wysłuchiwania ubogich, by rozdawać im hojne jałmużny. 10. Tak więc przemieniony łaską Bożą, chociaż nosił jeszcze szaty świeckie, pragnął znaleźć się w jakimś mieście, gdzie nierozpoznany, zdjąłby swe szaty, zamienił je z łachmanami ubogiego i tak odziany próbowałby żebrać z miłości do Boga. Zdarzyło się zaś, że wkrótce udał się z pielgrzymką do Rzymu. Wchodząc do kościoła św. Piotra zauważył, że ofiary składane przez niektórych były małe.
Powiedział sobie w duszy:
– Skoro Książę Apostołów winien być czczony ze szczególną wspaniałomyślnością, dlaczegóż więc ludzie składają tak małe ofiary w kościele, gdzie spoczywa jego ciało?
I tak w porywie zapału zanurzył dłoń w sakwie, wyciągnął pełną pieniędzy i rzucił je przez kratę otaczającą ołtarz. Spadłszy narobiły tyle hałasu, że wszyscy ludzie którzy tam byli, usłyszawszy to, zdziwili się taką wspaniałą hojnością. Potem wyszedł przed bramę świątyni, gdzie zatrzymywało się wielu biedaków, by żebrać. Zamienił po kryjomu swe szaty z jakimś żebrakiem. Ubrawszy się w jego łachmany stanął z innymi żebrakami na schodach kościoła i po francusku prosił o wsparcie, ponieważ chętnie używał tego języka, chociaż nie mówił nim poprawnie. Później zdjąwszy te łachmany i przebrawszy się w swe szaty wrócił do Asyżu. Zaczął prosić Pana, aby skierował go na swoją drogę. Nikomu bowiem nie zdradzał swej tajemnicy, ani nie radził się w tym nikogo, tylko samego Boga, który właśnie zaczął kierować jego życiem. Czasem jednak korzystał jeszcze z rad biskupa asyskiego, ponieważ w tym czasie nie spotykało się u nikogo prawdziwego ubóstwa, którego on pożądał ponad wszystkie dobra tego świata, a w którym chciał żyć i umierać.
[2Cel 8; 1Bon 1,6]

Rozdział IV
Jak od spotkania z trędowatym zaczął przezwyciężać samego siebie i odczuwać słodycz w tym, co uprzednio było dla niego gorzkie.
11 Gdy pewnego dnia z żarliwości błagał Pana, usłyszał w odpowiedzi:
– Franciszku, to wszystko co kochałeś i pragnąłeś posiadać według ciała, trzeba abyś uznał za godnego wzgardy i nienawiści, jeżeli chcesz, znać moją wolę.
Gdy później zaczniesz czynić to, co wydawało ci się ongiś miłe i słodkie, będzie to dla ciebie nie do zniesienia i przykre, w tym zaś do czego odczuwałeś wstręt, znajdziesz wielką słodycz i rozkosz bez miary.Gdy więc Franciszek ucieszony tym i wzmocniony w Panu urządzał konne przejażdżki w pobliżu Asyżu spotkał jakiegoś trędowatego. Pomimo tego, że trędowaci budzili wstręt w nim, to jednak zadając sobie gwałt zsiadł z konia i dał trędowatemu wsparcie, całując go w rękę. Otrzymawszy zaś od niego pocałunek pokoju wsiadł na konia i kontynuował swoją przejażdżkę. Od tej pory zaczął coraz bardziej przezwyciężać siebie, aż dzięki łasce Bożej doszedł do doskonałego zwycięstwa nad sobą.Natomiast po kilku dniach, biorąc dużo pieniędzy, udał się do szpitala trędowatych i zebrawszy wszystkich razem, dał każdemu z nich jałmużnę, całując jego rękę. Wychodząc zaś ze szpitala, przekonał się, że naprawdę to, co było dla niego poprzednio przykre, a mianowicie widzenie i dotykanie trędowatych przemieniało się w słodycz. Tak bardzo bowiem, jak powiedział, przykry był dla niego widok trędowatych, że nie tylko nie chciał ich widzieć, ale nawet nie chciał się zbliżyć do ich mieszkań. Jeśli zaś czasem wypadało mu mijać ich domy, lub tylko je spostrzec, chociaż litość pobudzała go do udzielenia im jałmużny za pośrednictwem kogoś innego, zawsze jednak odwracał twarz, zatykając sobie nos rękoma. Teraz jednak wzmocniony łaską Bożą do tego stopnia spoufalił się z trędowatymi i stał się ich przyjacielem, że jak świadczy w swoim Testamencie (T 1-3), pozostał wśród nich i pokornie im służył.
[2Cel 9 – 1Cel 17; 1Bon 2,6; 1,5-6]
12 Przemieniony zaś na dobre, po odwiedzeniu trędowatych, wziął ze sobą na miejsce samotne jednego ze swoich dobrych przyjaciół, którego bardzo kochał, twierdząc, że znalazł wielki i cenny skarb. Człowiek ów cieszy się bardzo i chętnie chodzi z nim, ile razy go woła. Franciszek prowadził go często do pewnej groty w pobliżu Asyżu. Wchodził tam sam, zostawiając na zewnątrz swego towarzysza, spragnionego posiąść zapowiedziany skarb. Otrzymawszy od Ducha nowy i szczególny wylew łaski, błaga Ojca w skrytości – pragnąc, by nikt nie wiedział oprócz samego boga, co robił w tej grocie, – by mu ustawicznie pomagał w zdobywaniu skarbu niebieskiego. Wróg rodzaju ludzkiego widząc to usiłuje odwieść od dobrego dzieła, zasiewając w jego duszy bojaźń i przerażenie. Była bowiem w Asyżu pewna bardzo garbata kobieta. Ukazujący się zły duch często przypominał ją mężowi i groził, że przeniesie na niego wspomniane kalectwo, jeśli nie wycofa się z urzeczywistnienia tego zamiaru. Jednak najdzielniejszy rycerz Chrystusa, lekceważąc pogróżki szatana, błagał pobożnie w grocie, aby Bóg raczył prowadzić go po swojej drodze. Żył jednak w strasznych cierpieniach i wielkiej udręce duszy, nie mogąc wycofać się z wprowadzenia w czyn tego, na co się zdecydował w sercu. Nacierały nań kolejno najróżniejsze myśli, a ich natarczywość wstrząsała nim coraz okrutniej. Wewnątrz bowiem płonął ogniem Bożym, nie mogąc ukryć okazania na zewnątrz żarliwości ducha. Żałował, iż niegdyś grzeszył tak ciężko, ale dawne czy obecne błędy straciły dla niego wszelką radość; nie miał jednak pewności, czy będzie wierny na przyszłość. Z tego też powodu, kiedy wychodził z groty, by wrócić do swego towarzysza, tak był zmęczony, że wydawało się, iż przemieniał się w innego człowieka.
[1Cel 6; 2Cel 9; 1Bon 1,4]

Rozdział V
Pierwsze słowa, które skierował do niego Ukrzyżowany i jak, począwszy od tej chwili, nosił aż do śmierci w swym sercu mękę Chrystusa
13. Pewnego dnia, gdy żarliwiej błagał Miłosierdzie Boże, Pan objawił mu, że wkrótce zostanie pouczony o tym, co ma robić. Od tego momentu został napełniony tak wielką rozkoszą, że nie posiadał się z radości i czasem mimo woli coś niecoś z tych tajemnic dochodziło do ludzkich uszu. On sam wyrażał się ostrożnie i tajemniczo, mówiąc, że nie chce jechać do Apulii, lecz w rodzinnych stronach zamierza dokonać wielkich i wspaniałych rzeczy. Jego towarzysze zauważyli, że tak się zmienił, iż chociaż czasem był obecny ciałem w ich towarzystwie, to jednak myślami był bardzo daleko.
Jakby drwiąc znowu pytają go:
– Franciszku, czy czasem nie zamierzasz się ożenić?
Odpowiedział im zagadkowo jak to wyżej było wspomniane.
Kilka dni później, kiedy przechodził koło kościoła św. Damiana, zostało mu powiedziane w duchu, by wszedł tam na modlitwę. Wszedł więc do kościoła i zaczął żarliwie modlić się przed wizerunkiem Ukrzyżowanego, który przemówił do niego łagodnie i słodko mówiąc:
– Franciszku, czyż nie widzisz, że ten dom mój chyli się ku upadkowi? Idź więc i napraw mi go!
Drżący i zdumiony powiedział:
– Panie! Chętnie to uczynię.
Myślał, że chodziło o ten kościół, który z powodu starości był zagrożony ruiną. Jednak te słowa napełniły go taką radością i światłem, iż odczuł w swojej duszy, że to naprawdę ukrzyżowany Chrystus przemówił do niego. Wychodząc z kościoła spotkał siedzącego obok księdza i zanurzywszy rękę w sakwie, ofiarował mu pewną sumę pieniędzy mówiąc:
– Proszę cię, panie, abyś kupił oliwy i postarał się, by lampa przed tym Krucyfiksem mogła bez przerwy płonąć, a kiedy wydasz na to te pieniądze, dam ci na nowo tyle, ile będzie jeszcze potrzeba.
[1Cel 7; 2Cel 6; 1Bon 1,3 – 2Cel 10; 1Bon 2,1; 3Cel 2 – 2Cel 11]
14. Począwszy od owej godziny jego serce zostało tak zranione i uwrażliwione na wspomnienie Męki Pańskiej, że przez całe dalsze życie nosił w swym sercu stygmaty Pana Jezusa, jak to się później jasno okazało przez odnowienie tychże stygmatów na jego ciele w sposób cudowny i zadziwiająco widoczny. Od tej pory bardzo umartwiał swe ciało, nie tylko wówczas, gdy cieszył się zdrowiem, lecz także w czasie choroby był zbyt surowy i swemu ciału czasem, ale właściwie to nigdy nie chciał obłażać. Dlatego też w chwili śmierci wyznał, że bardzo zgrzeszył przeciw swemu bratu ciału. Pewnego dnia chodził sam wokół kościółka Matki Bożej Anielskiej z Porcjunkuli, płacząc i lamentując głośno. Jakiś pobożny człowiek słysząc to myślał, że Franciszek cierpi z powodu choroby lub zmartwienia i ze współczuciem zapytał go dlaczego płacze. A ten odpowiedział:
– Płaczę nad Męką Pana mojego. Ze względu na Niego nie powinienem się wstydzić iść na cały świat, głośno płacząc.
Wówczas człowiek ów zaczął również wraz z nim głośno płakać. Często, gdy Franciszek wstawał po modlitwie, widziano u niego skrwawione oczy, ponieważ, wylewał wiele gorzkich łez. Nie tylko zadręczał siebie płaczem, ale także powstrzymywaniem się od jedzenia i picia ze względu na pamięć Męki Pańskiej.
[2Cel 11; 1Bon 1,5; SP 92; LP 37; 3Cel 3]
15. Również z tego powodu, kiedy przyszło mu zasiąść za stołem z ludźmi świeckimi i kiedy podawano potrawy smaczne dla ciała, tylko trochę ich zjadł, zawsze wynajdując jakąś wymówkę, by nie dać poznać, że odmawia sobie z powodu umartwiania się. Kiedy zaś jadł razem z braćmi, często posypywał pokarm popiołem, mówiąc towarzyszom, by ukryć swe umartwienie, że brat popiół jest czysty. Któregoś razu, gdy siedział przy posiłku, pewien brat powiedział mu, że Błogosławiona Dziewica w porze spożywania posiłku tak była uboga, że swojemu Synowi nie miała co dać do jedzenia. Usłyszawszy to mąż Boży, zapłakał boleśnie i odszedł od stołu, zjadł chleb na gołej ziemi. Często natomiast, gdy siedział przy posiłku, krótko po rozpoczęciu jedzenia, nie jedząc, ani nie pijąc, trwał zatopiony w rozważaniu rzeczywistości nadprzyrodzonej. Wzdychał bardzo z głębi serca i nie chciał, aby wówczas ktoś przeszkadzał mu jakimiś rozmowami. Mówił także braciom, aby zawsze, gdy usłyszą go tak wzdychającego, wielbili Boga i gorliwie modlili się za niego. To, co powiedzieliśmy o jego płaczu i poście, zrobiliśmy to mimochodem, aby ukazać, że po wspomnianej wizji i odezwaniu się Ukrzyżowanego, upodabniał się do cierpiącego Chrystusa aż do śmierci.
[1Cel 51; 2Cel 200; 1Bon 7,1; 5,1]

Rozdział VI
Jak najpierw uniknął prześladowania ze strony ojca i krewnych, przebywając u księdza przy kościele św. Damiana, w którym na okno rzucił pieniądze.
16 Uradowany widzeniem i słowami Ukrzyżowanego, wstał uzbrajając się znakiem Krzyża. Wsiadłszy na konia i wioząc na nim różnobarwne materiały, przybył do miasteczka Foligno. Tam sprzedawszy wszystko, a nawet konia, na którym przyjechał, powróciwszy natychmiast do kościoła św. Damiana. A znalazłszy tu ubogiego kapłana z wielką wiarą i pobożnością ucałował jego rękę, ofiarował mu pieniądze, które przywiózł i opowiedział mu szczegółowo swoje postanowienie. Kapłan zdumiony i zdziwiony nagłą przemianą nie chciał w to wierzyć. Myśląc, że kpi sobie z niego, nie chciał zatrzymać u siebie pieniędzy. On uporczywie obstając przy swoim, starał się swymi słowami wzbudzić zaufanie i jeszcze bardziej prosił księdza, żeby pozwolił mu pozostać ze sobą. Ksiądz zgodził się przyjąć go, ale bojąc się rodziców Franciszka, nie przyjął pieniędzy. Wówczas naprawdę gardzący pieniędzmi rzucił je na jakieś okno i zlekceważył, jak proch ziemi. Podczas gdy przebywał na wspomnianym miejscu[v], jego ojciec szukał go pilnie, pytając, co się stało z jego synem. Gdy dowiedział się, że Franciszek tak obecnie przemieniony znajduje się we wspomnianym miejscu, serce jego napełnił wewnętrzny ból, a wzburzony tym nieoczekiwanym wydarzeniem, zebrał swych przyjaciół i sąsiadów i razem z nimi pobiegł bardzo szybko do niego. Franciszek zaś, ponieważ był już nowym rycerzem Chrystusa, skoro usłyszał o groźbach prześladowców i dowiedział się o ich przybyciu, dał upust gniewowi ojca, uciekając do ukrytej groty, którą w tym celu przygotował dla siebie i tam ukrywał się przez cały miesiąc. Grota ta była znana tylko jednemu członkowi rodziny. W niej od czasu do czasu spożywał po kryjomu przyniesiony pokarm, modląc się ustawicznie zalany obficie łzami, by Pan uwolnił go od szkodliwego prześladowania i by dzięki swej łaskawej życzliwości udzielił mu łaski potrzebnej do zrealizowania jego pobożnych życzeń.
[1Cel 8 1Bon 2,1; AP 7 – 1Cel 9-10; 1Bon 2,2]
17 Gdy więc tak w postach i łzach błagał Pana żarliwie i wytrwale nie ufając swej mocy i umiejętności, zdecydowanie położył swą nadzieję właśnie w Panu, który go pozostającego w ciemnościach zalewał jakąś niewypowiedzianą radością i oświecał cudowną światłością. Nic więc dziwnego, że cały rozpromieniony opuścił grotę i uradowany udał się pośpiesznie do Asyżu. Uzbrojony ufnością Chrystusa i zapalony żarem Bożym, wyrzucając sobie dawny brak odwagi i próżny strach, wydał się w ręce prześladowców i jawnie wystawił na ich ciosy. Gdy zobaczyli go ci, którzy wcześniej go znali, ubliżali mu podle, krzyczeli, że jest chory i wariat. Rzucali również na niego błotem i kamieniami. Widząc go tak odmiennie zachowującego się, przypisywali wszystko, co robił, wyczerpaniu lub wręcz postradaniu zmysłów. Jednak rycerz Chrystusowy przechodząc, jak głuchy wśród tych krzyków, niezłomny ani nie poruszony żadną z tych krzywd, wyrażał Bogu wdzięczność. Gdy ten hałas rozlegający się na placach i ulicach miasta, dotarł do uszu ojca, on dowiedziawszy się o traktowaniu, jakie spotkało Franciszka od części współobywateli, wstał natychmiast, by go pochwycić, nie w celu uwolnienia, lecz raczej gnębienia do reszty. Bez żadnego panowania nad sobą, jak wilk do owcy. Patrząc nań dzikim wzrokiem, z twarzą wykrzywioną gniewem, podniósł na niego swą bezbożną rękę. Wlokąc go zaś do domu i przez wiele dni przetrzymując w ciemnym lochu, usiłował słowami i biciem nakłonić z powrotem jego duszę ku marnościom tego świata.
[1Cel 11-12; 1Bon 2,2]
18 Franciszek nie poruszony ani słowami, ani nie złamany biciem, ni więzieniem, znosząc wszystko cierpliwie, stał się jeszcze chętniejszy i bardziej zdecydowany w dążeniu do świętego zamiaru. Skoro zaś pewna paląca konieczność zmusiła ojca do wyjazdu z domu, z Franciszkiem została tylko jego matka , która nie pochwalając postępowania swojego męża, zwraca się do syna z serdecznymi prośbami. Ale i ona nie mogła odwieść go od świętego postanowienia. Jej matczyne serce odczuwało jednak litość. Zerwała wiec łańcuchy u pozwoliła wyjść uwięzionemu na wolność. On dziękując Bogu Wszechmogącemu, powraca na miejsce, gdzie przebywał uprzednio. Od tej chwili, będąc swobodniejszy, jako człowiek wypróbowany szatańskimi atakami i pouczony doświadczeniem pokus, odzyskawszy pogodę ducha i większą odporność dzięki krzywdom, postępował w doskonałości coraz wspaniałomyślniej i swobodniej. W międzyczasie powraca ojciec, a nie znalazłszy syna, dodając grzechy do grzechów, zadręcza żonę.
[1Cel 13; 1Bon 2,3]
19 Przybiegł następnie do ratusza i żaląc się wobec radnych na syna, domagał się, aby pieniądze, które Franciszek zabrał z domu, zostały mu zwrócone przez posłańca. Ci widząc go tak wzburzonego, wzywają i przynaglają św. Franciszka, by stawił się przed nimi. Franciszek odpowiedział mu, że łaska Boża uczyniła z niego człowieka wolnego i nie podlegającego więcej radzie miasta, ponieważ jest wyłącznie sługą samego Boga Najwyższego. Wówczas radni, nie chcąc zadawać mu gwałtu powiedzieli ojcu:
– Od kiedy przystąpił do służby Bożej, nie podlega już naszej władzy.
Ojciec widząc więc, że u radnych nic nie skorzysta, przedłożył tę samą skargę biskupowi miasta. Biskup, człowiek roztropny i mądry, drogą prawną wezwał Franciszka, by przyszedł wytłumaczyć się z zarzutów stawianych przez ojca. Franciszek odparł posłańcowi:
– Przyjdę do biskupa, ponieważ jest ojcem i panem dusz.
Przyszedł więc do biskupa, a ten przyjął go z wielką radością. Biskup powiedział mu:
– Twój ojciec bardzo rozgniewał się na ciebie i jest bardzo zgorszony. Dlatego jeśli chcesz służyć Bogu zwróć ojcu pieniądze, które masz, bo jeśli przypadkiem zostały nieuczciwie zdobyte, Bóg nie chce, byś je poświęcał na potrzeby Kościoła. Zwróć je ze względu na grzechy twego ojca, któremu minie gniew, gdy otrzyma je z powrotem. Miej ufność w Panu synu i postępuj mężnie. Nie obawiaj się, bo On będzie twym wspomożycielem i udzieli ci obficie wszystkiego, co będzie konieczne do budowy Jego Kościoła.
[1Cel 15; 1Bon 2,3; AP 8]
20 Wstał więc mąż Boży uradowany i umocniony słowami biskupa, a przynosząc do niego pieniądze, powiedział mu: – Panie, nie tylko pieniądze, które są jego, chcę mu oddać z wewnętrzną radością, ale także i szaty. Wszedłszy do pokoju biskupa, rozebrał się zupełnie ze swych szat, położywszy na nich pieniądze w obecności biskupa, ojca i kilku tam obecnych, obnażony wyszedł na zewnątrz i powiedział:
– Słuchajcie mnie wszyscy i rozumiejcie. Aż dotąd nazywałem Piotra Bernardone moim ojcem. Ponieważ jednak zdecydowałem się służyć Bogu, oddaję mu pieniądze, z powodu których był ozgniewany, a także wszystkie szaty, które otrzymałem od niego. Chcę odtąd mówić: ?Ojcze nasz, który jesteś w niebie?, a nie ?Ojcze, Piotrze Bernardone?.
Wówczas można było przekonać się, że mąż Boży nosił na swoim ciele włosienicę, którą ukrywały kolorowe szaty. Złamany bólem i rozpalony gniewem ojciec wstał więc, pozbierał pieniądze i wszystkie szaty. Gdy niósł je do domu, świadkowie tej sceny oburzyli się na niego, że nic, nawet z odzienia nie zostawił synowi. Przejęci szczerą litością wobec Franciszka zaczęli bardzo płakać. Biskup zaś uważnie obserwując Bożego męża, a także podziwiając bardzo jego żar i stałość, objął go swymi rękami, okrywając swym płaszczem. Rozumiał bowiem jasno, że Franciszek działał pod wpływem Bożego natchnienia i poznał, że to wszystko, co zobaczył zawiera w sobie niemałą tajemnicę. Tak więc od tej pory stał się jego pomocnikiem zachęcając go i sprzyjając mu, a także dając mu odpowiednie wskazówki i otaczając gorącą miłością.
[1Cel 15; 2Cel 12; 1Bon 2,4]

Rozdział VII
Ciężka praca i udręczenie św. Franciszka przy odbudowie kościoła św. Damiana i sposób, w jaki zaczął odnosić zwycięstwo nad samym sobą zbierając jałmużnę.
21 Sługa Boży, Franciszek, wyzbywszy się wszystkich rzeczy tego świata, poświęca się odtąd dziełom sprawiedliwości bożej. Swoją przeszłość ma już tylko w pogardzie i na wszelki możliwy sposób oddaje się służbie Bożej. Po powrocie do kościoła św. Damiana, przepełniony radością i zapałem, zrobił sobie jakby pustelniczy habit i umacniał kapłana tego kościoła tymi samymi słowami, które skierował do niego biskup, dodając mu odwagi. Następnie wstał, poszedł do miasta, chodził po ulicach i placach wyśpiewując pochwały na cześć Pana. Wyglądał jakby upojony Duchem. Skończywszy pienia na cześć Pana, rozpoczął starania o kamień potrzebny na remont kościoła. Wołał: – Kto da mi jeden kamień, otrzyma nagrodę, kto zaś da mi dwa, będzie miał podwójną nagrodę; da mi trzy, trzykrotnie będzie nagrodzony!
W uniesieniu ducha zwracał się nadal z wieloma prostymi słowami, ponieważ niewykształcony i prosty, wybrany przez Boga nie uciekał się do uczonych słów mądrości ludzkiej, lecz we wszystkim postępował z prostotą. Wielu kpiło sobie z niego biorąc go za szaleńca. Inni zaś, przejęci litością, wzruszali się aż do łez widząc, że on, tak wykwintny w próżnych manierach tego świata doszedł tak szybko do tak wielkiego upojenia miłością Bożą. On jednak nic nie robiąc sobie z kpin, z żarliwością ducha dziękował Bogu. Wszystko, co zniósł w tym przedsięwzięciu byłoby zbyt trudne i długie do opowiadania. On bowiem żyjący ongiś w dobrobycie rodzinnego domu, nosił teraz kamienie na swych własnych barkach i umartwiał się na wiele sposobów w służbie Bożej.
[1Cel 18; 2Cel 11.13; 1Bon 2,7]
22 Wspomniany zaś ksiądz widząc jego pracę i to, że tak gorliwie i ponad własne siły oddał się służbie Bożej, mimo swego ubóstwa zatroszczył się, by przygotowywać mu coś specjalnego do jedzenia. Wiedział bowiem, że na świecie Franciszek znany był z wygodnego życia. Istotnie, jak sam mąż Boży później wyznał, często pożywienie miał wykwintne i dobrane i nie tknąłby się nawet potraw, których nie lubił. Nadszedł dzień, w którym spostrzegł troskę kapłana względem siebie. Powiedział więc sobie:
– Czy znajdziesz gdziekolwiek takiego kapłana, który okazywałby ci tyle dobroci? To nie tam z pewnością znajduje się życie ubogie, które chciałeś wybrać. Idź więc, jak prawdziwie ubogi od drzwi do drzwi, weź miskę, a gdy będziesz głodny, włożysz do niej wszystkie potrawy, które tylko otrzymasz. Oto, jak powinieneś żyć dobrowolnie z miłości ku Temu, który narodził się ubogi, najbiedniejszy na świecie, pozostał odarty i ubogi na szubienicy oraz został pochowany w cudzym grobie.
Pewnego dnia wstał więc i wziął miskę. Wszedł do miasta i prosił o jałmużnę, idąc od drzwi do drzwi. Mieszał następnie w misce resztki najróżniejszych pokarmów. Wtedy wiele osób, przypominając sobie, że niegdyś żył w dobrobycie, dziwiło się, widząc go teraz tak cudownie zmienionego i do tego stopnia gardzącego sobą. Jednakowoż, gdy po raz pierwszy chciał spróbować tej mieszaniny, dostał mdłości: nigdy bowiem nie tknął tak marnych potraw; nigdy nie zmusiłby się, by nawet na nie spojrzeć, przezwyciężając siebie, zaczął jeść i wydawało mu się, że nigdy nie jadł podobnych przysmaków. Wtedy serce jego rozradowało się w Panu, że ciało jego chociaż słabe i udręczone, otrzymało siłę, by znieść radośnie dla Pana to, co twarde i gorzkie. Ponadto dzięki czynił Bogu, że zmienił mu gorycz w słodycz i w ten sposób wielokrotnie podtrzymywał go. Powiedział więc owemu kapłanowi, aby na przyszłość nie przygotowywał mu jakichkolwiek pokarmów.
[2Cel 14]
23 Ojciec jego natomiast, widząc go w tak nędznym stanie cierpiał wielce. Ponieważ bardzo kochał Franciszka, wstydził się go i tak bardzo bolał na widok jego ciała, jakby obumarłego z powodu udręczenia i zimna, że przeklinał go, ilekroć spotkał. Mąż Boży, mając na uwadze ciężar ojcowskich przekleństw, wybrał sobie na ojca człowieka bardzo ubogiego i nędznego, któremu powiedział:
– Chodź ze mną, a będę ci oddawał część jałmużny, którą otrzymam. Gdy zobaczysz mego ojca złorzeczącego, powiem ci: ojcze, błogosław mnie; wówczas ty uczynisz nade mną znak Krzyża i zamiast ojca, pobłogosławisz mnie.
Gdy biedak w ten sposób go błogosławił, mąż Boży mówił swemu ojcu:
– Nie wierzysz, że Bóg może mi dać ojca, który swymi błogosławieństwami przeciwstawi się twoim przekleństwom?
Wówczas wielu z tych, którzy drwili z niego, widząc cierpliwość, z jaką znosił wszystkie kpiny, było pełnych zdumienia i podziwu dla niego. Dlatego też pewnego zimowego ranka, gdy trwał na modlitwie, odziany w nędzne łachmany, jego rodzony brak przechodząc w pobliżu, rzucił ironiczną uwagę jednemu ze znajomych:
– Powiedz Franciszkowi, by sprzedał ci swego potu przynajmniej za grosz.
Mąż Boży usłyszał te słowa. Napełniony niebiańską radością odparł w porywie ducha po francusku:
– Ja drogo sprzedam ten pot mojemu Panu.
24 Kiedy pracował pilnie przy odbudowie wspomnianego kościoła, chodził po mieście prosząc o oliwę, ponieważ chciał, by lampy w kościele świeciły się ustawicznie. Pewnego dnia poszedł do domu, gdzie zastał ludzi zebranych na zabawę. Zawstydził się prosić o wsparcie w ich obecności i wycofał się. Zastanowiwszy się jednak, uznał to za grzech. Przybiegł na miejsce odbywającej się zabawy i wyznał wobec wszystkich, że ze względu na nich wstydził się prosić o jałmużnę. W zapale ducha wszedł do domu i po francusku prosił, by z miłości do Boga dali mu oliwy potrzebnej do lamp w kościele. Kilku robotników pracowało wraz z nim przy naprawie kościoła. On w radości ducha głośno wzywał sąsiadów i przechodzących, zwracając się do nich po francusku:
– Chodźcie, pomóżcie mi przy kościele św. Damiana! On stanie się klasztorem Pań, których sława i życie okryją chwałą Kościół powszechny naszego niebieskiego Ojca.
Oto w jaki sposób napełniony duchem proroczym rzeczywiście przepowiedział przyszłe wydarzenia. W tym bowiem świętym miejscu zakon sławnych i podziwianych zakonnic zwanych Ubogimi Paniami został szczęśliwie założony przez błogosławionego Franciszka około sześć lat po jego nawróceniu. Ich budująca Reguła i chwalebne ustawy zostały następnie zatwierdzone władzą Stolicy Apostolskiej przez papieża Grzegorza IX, ongiś biskupa Ostii[i].

Rozdział VIII
Jak Franciszek po usłyszeniu i zrozumieniu ewangelicznych zasad Chrystusa, natychmiast zmienił swoje zewnętrzne odzienie, by zewnętrznie i wewnętrznie przywdziać nowy habit doskonałości.
25 Tak więc błogosławiony Franciszek po ukończeniu pracy przy kościele św. Damiana, nosił jeszcze habit pustelnika, chodził z laską w ręku, butach i przepasywał się skórzanym pasem. Pewnego dnia, podczas Mszy św. usłyszał to, co Chrystus mówi uczniom wysłanym na głoszenie Ewangelii, by nie brali na drogę ani złota, ani srebra, ani torby, ani chleba, ani laski; aby nie mieli sandałów na nogach i nie posiadali dwóch tunik. Lepiej zrozumiał te słowa, gdy poszedł do kapłana po wyjaśnienie. Napełniony został wówczas niewysłowioną radością i krzyknął:
– To właśnie jest to, co chcę ze wszystkich sił wypełniać!
Powierzył swej pamięci wszystkie usłyszane rady i ucieszony usiłował wprowadzić w życie. nie zwlekając, pozbył się tego, co miał podwójne, a począwszy od tej chwili, nie posługiwał się ani laską, ani workiem, ani torbą i nie nosił obuwia. Sprawił sobie ubogą suknię z szorstkiego sukna, a zamiast pasa wziął sobie powróz. Całą troskę serca włożył w to, aby rozpoznać natchnienia tej nowej łaski i pytał się, jak mógłby wprowadzić je w czyn. Pod wpływem działania Bożego stał się zwiastunem ewangelicznej doskonałości i zaczął po prostu publicznie głosić pokutę. jego słowa nie były ani puste, ani śmieszne, lecz pełne mocy Ducha Świętego wnikały w głąb serca tak, że wprawiały słuchaczy w głęboki podziw.
[1Cel 21.22; 1Bon 3,1 – 1Cel 23; 1Bon 3,2]
26 Jak sam później wyznał[ii], objawienie Boże nauczyło go następującego pozdrowienia: ?Niech Pan obdarzy cię pokojem!? Dlatego też we wszystkich swoich kazaniach, na początku ich wygłaszania pozdrawiał ludzi zwiastując pokój. Fakt dziwny i nie przyjęcia bez cudu, że w przekazywaniu tego pozdrowienia, Franciszek miał przed swym nawróceniem pewnego poprzednika, który przebiegał często ulice Asyżu, powtarzając tę formułę: ?Pokój i Dobro! Pokój i Dobro!? Należy w to samo wierzyć, że jak Jan Chrzciciel, który zapowiadał Chrystusa, znikł, gdy Jezus zaczął nauczać, tak i ten jakby drugi Jan, poprzedził błogosławionego Franciszka w apostolstwie pokoju i znikł, gdy przybył Święty. Szybko więc mąż Boży, Franciszek, przejęty duchem proroków, idąc śladami wspomnianego swego poprzednika, oznajmiając pokój i głosił językiem proroków kazania o zbawieniu. jego zbawcze napomnienia jednoczyły w prawdziwym pokoju wielu odłączonych od Chrystusa i dalekich od zbawienia.
[1Cel 23; 1Bon 3,2; LP 67; SP 26]
27 Tak więc błogosławiony Franciszek coraz bardziej stawał się znany dzięki prawdzie i prostocie swej nauki i życia tak dobrze, że w dwa lata po nawróceniu, kilku ludzi pociągniętych jego przykładem, zdecydowało się czynić pokutę i wyrzekając się wszelkich rzeczy tego świata, przyszli, aby dołączyć się do niego przez ubiór i styl życia. Pierwszym z nich był śp. brat Bernard. Zauważył on stanowczość i żarliwość błogosławionego Franciszka w służbie Bożej. Wiedział, za jaką cenę dźwigał on kościół z ruin. Zdumiewał się surowością jego życia, pamiętając o zbytku, z jakiego Franciszek znany był na świecie. Wówczas postanowił w swym sercu rozdać między ubogich [dobrych] wszystkie dobra, które posiadał i mocno związać się z nim rodzajem jego życia i ubiorem. W wielkiej tajemnicy przybył pewnego dnia do męża Bożego, odkrył mu swój zamiar i ustalił z nim, że tego wieczoru Franciszek przyjdzie do niego. natomiast błogosławiony Franciszek dzięki czynił Bogu, bo nie miał jeszcze towarzysza. ucieszył się bardzo, zwłaszcza dlatego, że postępowanie Bernarda było budujące. 28. Gdy więc nadszedł wieczór, Franciszek poszedł spotkać się z nim w jego domu, z sercem rozpieranym radością. Razem spędzili cała noc[iii]. Między innymi pan Bernard zapytał go:- Jeśli ktoś, kto otrzymał od swego pana jakieś dobra, wielkie lub małe, które przez wiele lat posiadał i nie chciałby ich mieć dłużej, co byłoby lepiej z nimi zrobić?Błogosławiony Franciszek odpowiedział, że powinien je zwrócić temu panu, od którego otrzymał. Pan bernard odparł:
– Bracie, chcę więc wszystkie moje dobra doczesne rozdać z miłości do Pana mojego, który mi ich udzielił tak, jak tobie się będzie wydawało najwłaściwiej.
Wówczas święty powiedział:
– Jutro wczesnym rankiem pójdziemy do kościoła, a księga Ewangelii ukaże nam, czego Chrystus nauczył swych uczniów.
O świcie wstali i wziąwszy jeszcze jednego człowieka imieniem Piotr, który również chciał zostać bratem, przyszli do kościoła św. Mikołaja, w pobliżu rynku Asyżu. Weszli tam, by się modlić. Ponieważ byli prości, prosili pobożnie Pana, aby ukazał im swoją wolę na pierwszej stronie, na którą natrafią, otworzywszy księgę. 29. Po skończonej modlitwie, błogosławiony Franciszek wziął zamkniętą księgę, później klęcząc przed ołtarzem, otworzył ją na chybił trafił; pierwszy fragment, na którym spoczął jego wzrok, zawierał taką radę Pana; ?Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko, co masz, rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie? (Mt 19,21) Po tym odkryciu, błogosławiony Franciszek ucieszył się bardzo i złożył dzięki Bogu. A ponieważ szczerze czcił Trójcę Świętą, chciał oprzeć się na potrójnym świadectwie. Otworzył więc księgę po raz drugi i trzeci. Za drugim razem znalazł zdanie: ?Nie bierzcie ze sobą nic w drogę? (Łk 9,3); a za trzecim ?Kto chce iść za mną, musi się zaprzeć samego siebie? (Mt 16,24; Łk 9,23). Kiedy błogosławiony Franciszek otwierał księgę, dziękując Bogu za każdym razem, że potwierdził jego postanowienie i pragnienie, nad którym już od dawna rozmyślał i za to, że to potwierdzenie zostało mu w ten sposób cudownie udzielone trzy razy. W końcu zwrócił się do swych towarzyszy Bernarda i Piotra:
– Oto, bracia, życie i zasady, które będziemy mieli, my i ci wszyscy, którzy zechcą się do nas przyłączyć. Idźcie więc i uczyńcie tak, jak słyszeliście. Wówczas pan Bernard odszedł. Był on bardzo bogaty. Sprzedał wszystkie dobra, które posiadał, otrzymując dużo pieniędzy. Rozdał je wszystkie ubogim miasta. Piotr również według swoich możliwości wypełnił wskazania Boże. Po pozbyciu się wszystkich dóbr, obaj przywdziali habit, który niedawno ubrał sam Święty, rezygnując z ubioru pustelniczego. Począwszy od tej godziny żyli razem według zasad Świętej Ewangelii, które im Pan ukazał. dlatego błogosławiony Franciszek mógł napisać w swym testamencie: ?Sam Pan objawił mi, że powinienem żyć według nauki świętej Ewangelii? (T 14).
[1Cel 24; 2Cel 15; 1Bon 3,2; AP 10-11; K 2]

 

Ziemia Święta i Góra Synaj 9-18 listopada 2009 r.

1 dzień: Zbiórka grupy na Okęciu w Warszawie o godz. 7.00 ? Terminal 2 (hala odlotów, przy stanowiskach odpraw o numerach: 259 / 260 / 261). Odlot do Tel Awiwu o godz. 10.15. Lądowanie w Izraelu o godz. 15.00. Zakwaterowanie w Nazarecie.

2 dzień: Nazaret. Grota i bazylika Zwiastowania, kościół św. Józefa, muzeum franciszkańskie, Nazaret z czasów Chrystusa. Hajfa. Góra Karmel ? sanktuarium Stella Maris. Kana Galilejska ? kościół pierwszego cudu Pana Jezusa, odnowienie przyrzeczeń małżeńskich.

3 dzień: Jezioro Galilejskie. Góra Ośmiu Błogosławieństw. Tabgha: sanktuarium Rozmnożenia Chleba i Prymatu św. Piotra. Kafarnaum ? ?Miasto Jezusa?. Przepłynięcie statkiem do kibucu Ein Gev. Rzeka Jordan ? odnowienie przyrzeczeń Chrztu świętego.

4 dzień: Góra Tabor. Bazylika Przemienienia Pańskiego. Przejazd Doliną Jordanu. Jerycho ? panorama Góry Kuszenia, sykomora. Kąpiel w Morzu Martwym. Panorama Pustyni Judzkiej. Zakwaterowanie w Betlejem.

5 dzień: Pole Pasterzy. Bazylika i Grota Bożego Narodzenia, franciszkański kościół św. Katarzyny, Grota św. Józefa, Grota Mleczna. Ain Karem. Sanktuarium Nawiedzenia św. Elżbiety i Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Mur Płaczu.

6 dzień: Jerozolima. Góra Oliwna: Wniebowstąpienie, ?Pater Noster?, ?Dominus Flevit?, Grób Maryi, Getsemani, bazylika Agonii. Kościół św. Anny i sadzawka Betesda. Kaplica Biczowania i Włożenia Krzyża, nabożeństwo Drogi Krzyżowej ulicami Starej Jerozolimy, bazylika Kalwarii i Bożego Grobu.

7 dzień: Betania ? sanktuarium Przyjaciół Jezusa. Eilat ? zwiedzanie akwarium. Przekroczenie granicy izraelsko-egipskiej. Zakwaterowanie na Górze Synaj.

8 dzień: Nocne wejście na Świętą Górę ? wyrusza się w środku nocy (około 2.00) i wspina na wysokość 2285 m. Po ok. 2,5 godz. marszu i pokonaniu różnicy poziomu 700 m osiągamy szczyt góry i podziwiamy wschód słońca nad Górami Synaj. Msza święta na szczycie. Klasztor św. Katarzyny. Odpoczynek nad Morzem Czerwonym.

9 dzień: Przekroczenie granicy egipsko-izraelskiej. Syjon Chrześcijański: Wieczernik, franciszkańska kaplica ?przy Wieczerniku?, kościół Zaśnięcia NMP, kościół św. Piotra ?in Gallicantu?. Zakwaterowanie w Jerozolimie.

10 dzień: Odlot do Warszawy o godz. 6.00. Lądowanie w kraju o godz. 9.10. Zakończenie pielgrzymki.

? Codziennie odprawiana jest Msza święta
? Organizatorzy zastrzegają sobie możliwość zmian w programie
? Przewodnikiem grupy w Izraelu jest osoba duchowna z Polski
? W Egipcie oprowadza miejscowy przewodnik
? Kapłani zabierają albę i białą stułę

TERMIN PIELGRZYMKI
9-18 listopada 2009 roku

CENA PIELGRZYMKI

2050 zł i 970 USD (dopłata za pokój jednoosobowy wynosi 290 USD)

Organizator zastrzega sobie możliwość zmiany kwoty podanej w dolarach (w zależności od cen ropy naftowej
na rynkach finansowych), jednak nie później niż miesiąc przed rozpoczęciem pielgrzymki.


ORGANIZATORZY ZAPEWNIAJĄ

? przelot samolotem na trasie Warszawa-Tel Awiw i Tel Awiw-Warszawa
? pełne wyżywienie (śniadanie, obiad i kolacja)
? zakwaterowanie w hotelach (pokoje 2 lub 3 osobowe z łazienką)
? autokar do dyspozycji grupy, przewodnik po miejscach świętych
? wszystkie bilety wstępu, taksówka na Górę Tabor, statek po Jeziorze Galilejskim
? wiza egipska i opłata przekroczenia granicy
? ubezpieczenie, przewodnik-śpiewnik, znak grupy

 Pielgrzymka odwołana !!!

Towarzysze 9do12

[2Cel 109; 1Bon 3,5; AP 12-13; K 2]
31 Jednak kilka dni później ów kapłan, poruszony Bożym natchnieniem, zaczął zastanawiać się nad tym, co zrobił błogosławiony Franciszek. Mówił sobie:
– Czyż nie jestem nędznym człowiekiem, skoro będąc starcem pragnę i pożądam dóbr doczesnych? A ten młody człowiek gardzi nimi i wyrzeka się ich dla miłości Boga.
Następnej nocy widział we śnie ogromny krzyż, którego szczyt dotykał niebios, a podstawą spoczywał na ustach Franciszka; jego ramiona rozciągały się od jednego krańca świata do drugiego. Obudził się, poznał i mocno uwierzył, że Franciszek jest prawdziwym przyjacielem i sługą Chrystusa, a zakon, który powstawał rozprzestrzeni się szybko po całym świecie. Wówczas przejęty bojaźnią Pańską zaczął czynić pokutę w swoim domu. Nieco później zaś zdecydował się wstąpić do nowego zakonu; prowadził tu bardzo budujące życie, a jego śmierć była chwalebna[iv].
[2Cel 109; 1Bon 3,5; 3Cel 3; AP 13; K 2]
32 Franciszek mąż Boży, żył więc, jak powiedzieliśmy, w towarzystwie dwóch braci. Ponieważ nie mieli miejsca, gdzie mogliby stale mieszkać, zbierali się często w małym, biednym i opuszczonym kościółku zwanym matką Bożą z Porcjunkuli. Tam zbudowali sobie małą chatkę, w której czasami zatrzymywali się. Kilka dni później odnalazł ich pewien człowiek z Asyżu imieniem Idzi. Przyszedł do nich i z wielkim szacunkiem i pobożnością uklęknąwszy prosił męża Bożego o przyjęcie do swego grona. Franciszka uderzyła jego wiara i pobożność. Widząc zaś, że człowiek ów może otrzymać wielkie łaski od Boga, co przyszłość rzeczywiście wykazała, przyjął go chętnie. Zebrani w ten sposób czterej bracia napełnieni wielką radością i szczęściem w Duchu Świętym, aby robić większe postępy w doskonałości, rozdzielili się następująco:
[1Cel 44; 2Cel 18; 1Bon 2,8; AP 14; SP 55 – 1Cel 25; 1Bon 3,4; AP 14]
33 Błogosławiony Franciszek biorąc ze sobą brata Idziego ruszył w drogę ku Marchii Ankońskiej. Dwaj pozostali poszli w przeciwnym kierunku. Idąc ku Marchii, pielgrzymi bardzo radowali się w Panu. Mąż Boży głośno i pięknie wyśpiewywał po francusku pochwały dla Pana, czcił i wysławiał dobroć najwyższego. byli zaś przepełnieni tak wielką radością, jakby znaleźli wielki skarb na ewangelicznej roli Pani Ubóstwo, dla miłości której wspaniałomyślnie i chętnie wyzbywali się wszelkich dóbr ziemskich, uchodzących w ich oczach za błoto. Święty powiedział do brata Idziego:
– Nasza rodzina zakonna podobna będzie do rybaka, który zarzuca swoje sieci zagarniając mnóstwo ryb; małe zostawia w wodzie, a do kosza zbiera duże.
W tych słowach przepowiadał rozwój zakonu. Chociaż mąż Boży nie zwracał się jeszcze do ludu z formalnymi kazaniami, to jednak, gdy przechodził przez miasteczka i zamki, zachęcał wszystkich, by kochali i bali się Boga, a także, by pokutowali za grzechy. Brat Idzi zaś napominał słuchaczy, by mu wierzyli, ponieważ daje im najlepsze rady.
[1Cel 29; 1Bon 3,7; AP 15 – 1Cel 28]
34 Słuchacze pytali się nawzajem:
– Kim są ci ludzie i co znaczą te słowa, które mówią? W tych bowiem czasach miłość i bojaźń Boża wygasły prawie zupełnie i w ogóle nie znano drogi pokuty, co więcej, uważano ją nawet za głupotę.
Rozkosze cielesne, żądz bogactw i pycha żywota panowały do tego stopnia, że cały świat wydawał się być ofiarą tych trzech plag. Miano więc różne zdania o tych mężach ewangelicznych. Jedni mówili, że są to szaleńcy lub ludzie pijani. Drudzy zaś utrzymywali, że takie słowa nie wypływały z głupoty. Jeden ze słuchaczy stwierdził:
– Albo ze względu na najwyższą doskonałość przylgnęli do Pana, albo rzeczywiście są szaleńcami, ponieważ życie ich wydaje się być desperackie, skoro używają tylko odrobiny pożywienia, chodzą boso i noszą bardzo nędzne odzienie.
Tymczasem jednak, chociaż niektórzy odczuwali lęk, widząc [surowy i radosny[v]] styl ich świętego postępowania, to jednak nie naśladowali ich. Natomiast kobiety i młode dziewczęta, spostrzegając ich z daleka uciekały w obawie, by nie ulec szaleństwu i obłąkaniu. Po przejściu owej okolicy wrócili na wspomniane miejsce Matki Bożej.
[1Cel 30; 1Bon 3,7; AP 16]
35 Minęło kilka dni. Przyszło do nich trzech innych ludzi z Asyżu: Sabbatino, Morico i Giovanni della Capella, którzy prosili błogosławionego Franciszka, aby przyjął ich na braci. On uczynił to pokornie i życzliwie. Gdy szli przez miasto, prosząc o jałmużnę, rzadko kto udzielał im wsparcia. Zazwyczaj obrzucano ich obelgami, mówiono im, że po to opuścili swe dobra, by pożerać innych ludzi. Z tego powodu cierpieli wielki niedostatek. Prześladowali ich również rodzice i krewni. Kilka osób z miasta kpiło sobie z nich jak z szaleńców lub ludzi naiwnych, bo w owych czasach nikt nie wyrzekał się majętności, by prosić o wsparcie idąc od drzwi do drzwi[vi]. Natomiast biskup Asyżu, ten, do którego mąż Boży często udawał się po radę, przyjmując go życzliwie, powiedział mu:
– Wasze życie wydaje mi się zbyt ciężkie i surowe, nic bowiem nie posiadacie na tym świecie.
Święty odpowiedział mu:
– Panie! Gdybyśmy mieli jakieś posiadłości, potrzebna byłaby nam broń by jej strzec. A przecież stąd wypływają spory i procesy, bo bogactwo zwykło stwarzać tyle przeszkód w miłości Boga i bliźniego. Dlatego nie chcemy posiadać na tym świecie żadnego dobra doczesnego.
Spodobała się bardzo biskupowi ta odpowiedź męża Bożego, który wzgardził wszelkim dobrem przemijającym, a szczególnie pieniędzmi do tego stopnia, że we wszystkich swych regułach zaleca szczególnie ubóstwo i stara się nakłonić wszystkich braci do unikania pieniędzy. Ułożył bowiem wiele reguł i wypróbował je przed ułożeniem tej, którą jako ostateczną zostawił braciom. W jednej z nich tak mówił o wzgardzie pieniędzmi: ?Strzeżmy się, my którzy opuściliśmy wszystko, abyśmy za taką drobnostkę nie utracili Królestwa niebieskiego. A jeśli gdzieś znajdziemy pieniądze nie poświęcajmy im więcej troski niż pyłowi, po którym depczemy stopami? (Rnb 8,6-7)[vii].
[1Cel 31; 1Bon 3,7; AP 17]

Rozdział X
Jak zachęcając ich do cierpliwości przepowiedział swym sześciu towarzyszom wszystko, co ich spotka, gdy pójdą przez świat.
36 Franciszek, pełen Ducha Świętego, zwołał kiedyś sześciu braci wyżej wymienionych do lasu, który był wokół Porcjunkuli i często służył braciom do modlitwy i przepowiedział to co wkrótce się wydarzyło. Święty Franciszek mówił:
– Bracia najmilsi, rozpoznajcie nasze powołanie. Bóg powołał nas nie tylko dla naszego zbawienia, ale dla zabawienia wielu, abyśmy szli przez świat zachęcając wszystkich bardziej przykładem niż słowami do czynienia pokuty za swe grzechy i do pamiętania o przykazaniach Bożych.
I kontynuował:
– Nie bądźcie strwożeni tym, że jest was niewielu i jesteście niewykształceni, ale po prostu i bez obaw głoście pokutę ufając Panu, który zwyciężył świat. To Jego Duch mówi przez was, by wezwać wszystkich grzeszników do nawrócenia się i do zachowania jego przykazań. Spotkacie pewnych ludzi, wiernych, cichych, życzliwych, którzy z radością przyjmą was i wasze słowa; a także wielu innych, niewiernych, pysznych, bluźnierców, którzy bluźniąc będą sprzeciwiać się wam i temu, co będziecie mówić. Zapiszcie więc dobrze w sercach swych postanowienie znoszenia wszystkiego w cierpliwości i pokorze.
Na te słowa braci ogarnął strach.
Święty dodał jednak:
– Nie bójcie się, wkrótce ujrzycie przychodzących do was wielu uczonych i szlachetnych. Oni pójdą z wami głosić kazania królom, książętom i wielu narodom. Wielu nawróci się do Pana, który pomnoży i powiększy swą rodzinę na całym świecie.
[1Cel 27; 1Bon 3,6; AP 18]
37 Gdy to powiedział i pobłogosławił ich, mężowie Boży wyruszyli zachowując wiernie jego przestrogi. Gdy zaś napotkali kościół albo krzyż pochylali się do modlitwy i pobożnie mówili:- Wielbimy Cię, Chryste, i błogosławimy Cię we wszystkich kościołach, które są na całym świecie, gdyż przez Krzyż swój święty odkupiłeś świat. Wierzyli bowiem, że znajdują dom Boży, ilekroć spotkają krzyż lub kościół. Wszyscy natomiast, którzy ich widzieli, byli bardzo zdumieni, bo ich ubiór i życie były krańcowo różne od wszystkich innych śmiertelników i wyglądali na ludzi z lasów. Tam gdzie wchodzili do miasta czy zamku, osady czy domów, zwiastowali pokój i zachęcali wszystkich, aby bali się i kochali Stwórcę nieba i ziemi oraz zachowywali jego przykazania. Niektórzy chętnie ich słuchali, inni przeciwnie, szydzili z nich. Liczni zadręczali ich pytaniami. Byli tacy, którzy pytali:
– Skąd jesteście?
Inni pytali do jakiego zakonu należą. Ponieważ byłoby męczące odpowiadanie na te wszystkie pytania, wyznawali z prostotą, że są pokutnikami przychodzącymi z Asyżu; bo też w istocie ich grupka nie miała jeszcze oficjalnej nazwy zgromadzenia zakonnego.
[1Cel 45; 1Bon 4,3; 3Cel 3; AP 19]
38 Wielu sądziło, że są oszustami lub wariatami i nie chcieli ich przyjmować w swoim domu z obawy, aby ich nie okradli, jak złodzieje. Z tego względu w wielu miejscach po zniesieniu licznych krzywd zatrzymywali się w przedsionkach kościołów lub domów.W tym właśnie czasie dwóch z nich było we Florencji prosząc o jałmużnę i nie mogli znaleźć noclegu. Przyszedłszy do jakiegoś domu, który miał portyk a w nim piec, mówili jeden do drugiego:
– Tu moglibyśmy się schronić.
Prosili panią domu, aby ich przyjęła. Gdy im odmówiła, powiedzieli pokornie, by przynajmniej przy piecu pozwoliła spocząć im tej nocy. Wyraziła na to zgodę. Jej mąż jednak wróciwszy i zobaczywszy ich w portyku zawołał żonę i powiedział:
– Dlaczego pozwoliłaś tym rozbójnikom pozostać pod naszym dachem?
Powiedziała, że nie chciała ich przyjąć do domu, lecz pozwoliła im spać na zewnątrz pod portykiem, gdzie prócz kilku kawałków drzewa nic nie można ukraść. Mąż zabronił wówczas, mimo dotkliwego zimna, dać im nakrycie, bo wziął ich istotnie za zbójców i złodziei. Chociaż aż do rana źle spali w pobliżu pieca, mając na ogrzanie jedynie miłość Bożą i na okrycie – szaty Pani Ubóstwo, to o świcie poszli do najbliższego kościoła, aby uczestniczyć w Jutrzni.
39 Rankiem owa kobieta także udała się do tego kościoła. Widząc braci pobożnie pogrążonych w modlitwie, powiedziała do siebie:
– Gdyby ci ludzie byli rozbójnikami i złodziejami, jak sądzi mój mąż, nie byliby tak pobożnie pogrążeni w modlitwie.
Zadumała się w refleksjach, kiedy pewien człowiek imieniem Gwido zaczął rozdawać jałmużnę biedakom obecnym w kościele. Zbliżył się do braci i chciał każdemu z nich, jak i innym, dać trochę pieniędzy; oni jednak podziękowali, nie chcąc nic przyjąć. Wówczas powiedział im:
– Dlaczego więc, jeśli jesteście ubodzy, nie przyjmujecie, jak inni pieniędzy.Brat Bernard odpowiedział:
– To prawda, że jesteście ubodzy, lecz dla nas ubóstwo nie jest ciężarem, jak dla innych ubogich, ponieważ dzięki łasce Boga, którego radę wypełniamy, staliśmy się dobrowolnie ubodzy.
Człowiek ów, dziwiąc się temu, zapytał ich, czy kiedykolwiek coś posiadali. Dowiedział się, że mieli wielkie majątki, ale z miłości do Boga rozdali je biednym. Tym, który tak powiedział był ów brat Bernard, którego dzisiaj słusznie uważamy z największego Ojca. On bowiem pierwszy podążył śladem męża Bożego, podejmując jego misję pokoju i pokuty sprzedał wszystko, co miał i otrzymaną sumę rozdzielił między ubogich, według rady doskonałości ewangelicznej, trwając aż do końca w najświętszym ubóstwie.Wspomniana kobieta widząc, że bracia nie chcieli przyjąć pieniędzy, podeszła do nich i powiedziała, że chętnie gości ich w swoim domu, jeśliby raczyli z tego skorzystać. Bracia pokornie odpowiedzieli:
– Niech Pan ci wynagrodzi dobrą wolę.
Gwido jednak, dowiedziawszy się, że bracia nie mogli znaleźć miejsca, wprowadził ich do swego domu i powiedział im:
– Oto gościna, którą Pan wam przygotował; mieszkajcie tutaj jak długo będzie wam się podobało.
Wówczas oni dziękując Bogu, pozostali u niego kilka dni utwierdzając go przykładem i słowem bojaźni Pańskiej do tego stopnia, że później rozdawał ubogim jeszcze więcej.
[AP 20-22]
40 Chociaż tak życzliwie byli przyjęci przez niego, to w oczach innych uchodzili za najpodlejszych do tego stopnia, że wielu ludzi zarówno niskich jak i wysokich pochodzeniem, obrzucało ich zniewagami i obelgami rozrywając czasem nawet ich nędzne szaty. Gdy słudzy Boży zostali tak obnażeni, oni, którzy według wskazówki ewangelicznej, nosili tylko jedną tunikę, nie domagali się tego, co im zabrano; kiedy zaś z litości zdecydowano się im je oddać, przyjmowali chętnie.Niektórzy obrzucali ich błotem, inni wciskali im w ręce kostki i zapraszali do gry, a inni jeszcze chwytali za kaptur z tyłu i w ten sposób przewieszonych nieśli na swych plecach. Zmuszali ich do zniesienia tych i innych udręk, bo uważali ich za tak zasługujących na wzgardę, że można ich bezkarnie męczyć według swego upodobania.Na domiar złego głód, pragnienie, zimno i wyczerpanie przysparzały im cierpień i zmartwień; zgodnie z napomnieniami błogosławionego Franciszka, wszystko znosili wytrwale i cierpliwie, nie smucąc się, nie niepokojąc, ani nie złorzecząc tym, którzy wyrządzali im zło przeciwnie, jako ludzie doskonale ewangeliczni i pewni nagrody, którą mieli otrzymać, radowali się bardzo w Panu i uważali się za szczęśliwszy za każdym razem, gdy spotkały ich takie próby i utrapienia (Jk 1,2), a także według nauki Ewangelii modlili się pilnie i żarliwie za swych prześladowców.
[1Cel 40; 1Bon 4,7; AP 23]

Rozdział XI
Przyjęcie innych braci i żarliwa miłość do siebie pierwszych braci, a także gorliwość w pracy i modlitwie oraz ich doskonałe posłuszeństwo
41 Skoro więc ludzie widzieli, że bracia radowali się w swoich udręczeniach, że poświęcali się gorliwie i pobożnie modlitwie i nie przyjmowali pieniędzy ani ich nie nosili, że panowała wśród nich najżarliwsza miłość, dzięki której dali się poznać jako prawdziwi uczniowie Pana, wielu ludzi wzruszało się i przychodziło do nich prosić o przebaczenie wszystkich wyrządzonych krzywd. Bracia wybaczali z całego serca, mówiąc:
– Niech Pan wam wybaczy – i dawali im upomnienia pożyteczne do zbawienia.
Niektórzy zaś prosili braci o przyjęcie ich do swego grona. A ponieważ każdy z owych sześciu braci otrzymał od Franciszka prawo przyjmowania do zakonu, bo mała była liczba braci, to niektórych z nich przyjęli do swej wspólnoty i wszyscy w oznaczonym terminie wrócili wraz z nimi do Matki Bożej z Porcjunkuli. Gdy zobaczyli się znowu, doznali tak wielkiej radości i wesela, że wydawało się, że nie pamiętają tego, co wycierpieli ze strony niegodziwych. Wykorzystywali pilnie każdy dzień na modlitwę i pracę ręczną, aby zupełnie uniknąć lenistwa, nieprzyjaciela duszy. Chętnie wstawali o północy i modlili się bardzo pobożnie, obficie wylewając łzy i głęboko wzdychając. Jeden drugiego darzył głębokim uczuciem miłości; służyli sobie nawzajem i troszczyli się jeden o drugiego, jak matka o swego jedynego, ukochanego syna. tak wielka była ich miłość, że wydawało się, iż łatwo wydadzą ciała swoje na śmierć nie tylko z miłości do Chrystusa, lecz również dla zbawienia duszy i ciała swoich współbraci.
[1Cel 38-39; AP 24-25]
42 Dlatego, gdy pewnego dnia, dwaj bracia udając się razem spotkali szaleńca, który zaczął rzucać w nich kamieniami, to jeden z nich widząc, że lecą ona na współbrata, stanął natychmiast przed nim, by narazić się na uderzenia; wolał bowiem sam być ranny, niż widzieć pobitego brata. tak wielka bowiem miłość wzajemna przepełniała ich serca, że byli gotowi ryzykować utratę życia jeden dla drugiego. Pokora i miłość (Ef 3,17) były w nich tak ugruntowane i głęboko zakorzenione, że każdy miał dla drugiego szacunek taki, jakby wobec ojca i pana, a ci, którym obowiązki lub inne względy dawały pierwszeństwo, starali się być pokorniejsi i mniejsi od innych. Oddawali się wszyscy doskonałemu praktykowaniu posłuszeństwa, zawsze gotowi do spełnienia woli rozkazującego, bez dociekania, czy wydane polecenia było słuszne czy nie. Ponieważ wszystko, co im polecono, odbierali jako wolę Pana, dlatego łatwo i przyjemnie przychodziło im wypełniać wszystkie polecenia. Bardzo wystrzegali się cielnych pożądliwości (1P 2,11); każdy był dla siebie surowym sędzią, a wszyscy troszczyli się o to, aby jeden drugiemu w jakikolwiek sposób nie zrobił przykrości.
[AP 26]
43 A jeżeli czasem zdarzyło się, że jeden drugiemu powiedział coś, co mogłoby zrobić mu przykrość, doznawał tak wielkich wyrzutów sumienia, że nie mógł uspokoić się dopóki nie wyznał swojej winy, upadając pokornie na ziemię i prosząc skrzywdzonego brata o postawienie mu stopu na ustach. jeżeli ów brat wzbraniał się przed tym, to winowajca, jeśli był przełożonym, polecał mu postawić swą nogę na ustach; gdy zaś nim nie był, prosił przełożonego o wydanie takiego polecenia. W ten sposób usiłowali usunąć wszelką urazę i niezadowolenie, a zachowywać między sobą zawsze doskonałą miłość. Wszelkimi siłami starali się przeciwstawiać każdej wadzie odpowiednią cnotę, uprzedzani i wspomagani w tym wysiłku Laską Pana naszego Jezusa Chrystusa. Nie chcieli niczego mieć na własność. Książki i inne przedmioty były oddane do wspólnego użytku i służyły wszystkim według zasad podanych przez Apostołów (Dz 4,23) i odtąd zachowywanych. Chociaż byli prawdziwie ubodzy, to jednak okazywali się hojniejszymi i wspaniałomyślniejszymi w ofiarowaniu tego, co im ofiarowywano ze względu na Boga. Właśnie z miłości do Niego znajdowali rozkosz w dawaniu jałmużny wszystkim proszącym, a zwłaszcza ubogim.
[AP 27 – 1Cel 39; 1Bon 4,7]
44 Gdy zaś w drodze spotkali biedaków proszących ich o cokolwiek dla miłości Bożej, jeżeli nie mieli nic innego do dania, zostawiali im kawałki swego odzienia i tak przecież nędznego. Czasami był to odpruty od tuniki kaptur, czasem rękaw lub jeszcze inny kawałek, który odrywali od habitu. chcieli w ten sposób wypełnić radę Ewangelii: ?każdemu kto cię prosi, daj? (Łk 6,30).Pewnego dnia jakiś ubogi przyszedł do kościoła Matki Bożej z Porcjunkuli, w pobliżu którego bracia czasem mieszkali i prosili o wsparcie. Był tam jakiś płaszcz, który jeden z braci nosił jeszcze w świecie. Błogosławiony Franciszek prosił owego brata, by podarował go żebrakowi; ten dal go natychmiast i z dobrego serca. Wówczas wydało się mężowi Bożemu, że nagrodę za pełną szacunku uległość wyświadczoną miłosiernym gestem tego brata, jałmużna owa została wzniesiona do nieba, on zaś uczuł nową radość rodzącą się w duszy.
[AP 28; LP 55; SP 36]
45 Kiedy możni tego świata przychodzili do nich, oni przyjmowali ich chętnie i serdecznie, usiłując odwieść ich od zła i nakłonić do czynienia pokuty. Bracia prosili o łaskę nie wysyłania ich już nigdy do swych stron rodzinnych, by przez to mogli uniknąć kontaktów i zażyłości ze swymi krewnymi i wypełnić w ten sposób słowo proroka: ?Stałem się obcym braciom moim i cudzoziemcem synom matki mojej? (Ps 68,9).W ubóstwie znajdowali wielką radość, ponieważ nie pożądali bogactw, lecz gardzili wszelkim dobrem przemijającym, którego mogą pragnąć miłośnicy tego świata. Szczególnie zaś pieniądze deptali nogami, jak proch ziemi, a Franciszek nauczył ich, by nie cenili ich wyżej od oślego łajna. Radowali się w Panu bezustannie, nie mając ani między sobą ani w sobie żadnego powodu do smutku. Im bardziej byli oderwani od świata, tym bardziej byli zjednoczeni z Bogiem. Szli drogą krzyża i ścieżkami sprawiedliwości. Z wąskiej drogi pokuty i doskonałości ewangelicznej usuwali przeszkody, aby utorować swym następcom drogę równą i bezpieczną.
[1Cel 41; AP 29.30]

Rozdział XII
Jak błogosławiony Franciszek udał się ze swymi jedenastoma towarzyszami na dwór papieski, by przedstawić Ojcu Świętemu swój plan i uzyskać zatwierdzenie reguły, którą napisał.
46 Błogosławiony Franciszek widząc, że Pan powiększył liczbę i zasługi jego braci, gdy było ich już dwunastu, doskonałych i tak samo myślących, powiedział owym jedenastu, on sam dwunasty, ich wódz i Ojciec:
– Bracia, widzę, że Pan w swym miłosierdziu, chce powiększyć naszą grupę. Chodźmy więc do matki naszej, Świętego Kościoła Rzymskiego. Przedstawmy Najwyższemu kapłanowi to, co Pan rozpoczął czynić przez nas, abyśmy zgodnie z jego wolą i nakazem prowadzili nadal rozpoczęte dzieło.
Gdy myśl Ojca spodobała się pozostałym braciom, wyruszyli wraz z nim na dwór papieski. Wówczas powiedział im;
– Wybierzmy jednego z nas na przełożonego i uważajmy go jako tego, który zastępuje Jezusa Chrystusa, abyśmy szli i odpoczywali tam gdzie on zechce.
Wybrali brata Bernarda, pierwszego po błogosławionym Franciszku i postępowali wobec niego tak, jak pragnął Ojciec. Szli więc radośni, na ustach mając tylko słowo Pańskie, nie ośmielając się mówić o niczym innym, jak tylko o sławie i chwale Bożej i o tym, co odnosiło się do pożytku duszy, a także oddawali się często modlitwie. Pan zaś przygotowywał im zawsze miejsce na odpoczynek i sprawiał, że służono im w tym, co konieczne.
[1Cel 32; 1Bon 3,8; AP 31]
47 Przybyli do Rzymu. Tu spotkali biskupa Asyżu, który przyjął ich z wielką radością. Darzył bowiem specjalnym szacunkiem i uczuciem błogosławionego Franciszka i wszystkich braci. Nie znając jednak ich powodu przybycia, zaniepokoił się. Obawiał się bowiem, by nie zamierzali opuścić swej ojczyzny, gdzie Pan posłużył się już nimi, aby uczynić wiele rzeczy godnych podziwu. Cieszył się bowiem bardzo, mając w swej diecezji tych ludzi, których życie i przykład budziły w nim tak wielkie nadzieje. Gdy jednak dowiedział się o celu ich przybycia, gdy został dokładnie zapoznany z ich planami, bardzo się uradował. Obiecał, że udzieli im w tym celu poparcia. Biskup ów był znajomym kardynała Jana od św. Pawła, biskupa Sabine, człowieka prawdziwe napełnionego łaską Bożą, który bardzo miłował sługi Boże. gdy biskup zapoznał go z życiem błogosławionego Franciszka i jego braci, gorąco zapragnął widzieć męża Bożego i kilku jego towarzyszy. Dowiedziawszy się, że są w Rzymie, wyszedł im naprzeciw i przyjął ich z wielkim szacunkiem i miłością.
[1Cel 32; 1Bon 3,9; AP 32]
48 Przez kilka dni, kiedy pozostawali z nim, zbudowali go tak bardzo rozmowami i postępowaniem, że widząc, że rzeczywiście ich życie jaśnieje tym, co o nich słyszał z pokorą i pobożnością polecił się ich modlitwom. Prosił również o specjalną łaskę, by od tej chwili mógł być uważany za jednego z nich. W końcu zapytał błogosławionego Franciszka o powód jego podróży. wtajemniczony we wszystkie zamiary i pragnienia, zaoferował im swe poparcie w kurii. Kardynał udał się więc na dwór i powiedział papieżowi Innocentemu III:
– Spotkałem najdoskonalszego człowieka, który chce żyć według ideałów świętej Ewangelii i zachowywać w całej rozciągłości doskonałość ewangeliczną. Wierzę, że Pan chce posłużyć się nim dla odnowienia na całym świecie wiary Świętego Kościoła.
Słysząc to papież bardzo się zdziwił i polecił kardynałowi przyprowadzić do siebie błogosławionego Franciszka.
[1Cel 33; 2Cel 16;1bon 3,9; AP 33]
49 Następnego więc dnia mąż Boży został przedstawiony przez wspomnianego kardynała papieżowi, któremu ujawnił wszystkie swoje święte zamiary. papież, który był człowiekiem wyjątkowej roztropności, aprobował je według przyjętych form. Dając jemu i jego braciom kilka wskazówek, błogosławił ich mówiąc:
– Bracia, idźcie z Panem i jak sam raczył was natchnąć, tak wszystkim głoście pokutę. Gdy zaś Bóg Wszechmogący zwiększy waszą liczbę i będzie nadal obdarzał was łaską, przyjdźcie nas powiadomić, a my udzielimy wam więcej niż teraz i jeszcze bezpieczniej powierzymy wam większe sprawy.
Ojciec święty chcąc wiedzieć, czy to na co się zgodził i na co zamierzał się zgodzić było zgodne z wolą Pana, zanim Święty od niego odszedł, powiedział do niego i jego towarzyszy:
– Synowie moi, wasz rodzaj życia wydaje się nam zbyt twardy i surowy. Chociaż wierzymy, że macie tak wielką gorliwość, iż nie należy w was wątpić, to jednak powinniśmy myśleć o tych, którzy pójdą za wami, aby droga nie wydawała się im zbyt ciężka.
Gdy spostrzegł stałość ich wiary i kotwicę nadziei bardzo mocno tkwiącą w Chrystusie do tego stopnia, że nie chcieli odstąpić od swego ideału, powiedział błogosławionemu Franciszkowi:
– Synu, idź i proś Boga, aby objawił ci, czy to, czego pragniecie wypływa z jego woli. Skoro przekonam się, że taka jest wola Pana, przychylimy się do twoich pragnień.
[2Cel 16; 1Bon 3,9; AP 34]
50 Gdy więc święty mąż modlił się idąc za radą papieża, Pan przemówił do niego w duchu przez przypowieść[viii] mówiąc:
– Żyła na pustyni pewna kobieta bardzo biedna i piękna. Pewien potężny król podziwiając jej urok zapragnął ją poślubić w nadziei, że urodzi mu piękne dziecię. Po zawarciu i dopełnieniu małżeństwa narodziło się wielu synów. Gdy dorośli matka powiedziała im te słowa: ?Dzieci moje, nie wstydźcie się waszego pochodzenia, bo jesteście synami króla. Idźcie na Jego dwór, a on zatroszczy się o to wszystko, co wam będzie potrzebne?. Kiedy przybyli, król podziwiał ich piękno, a odkrywając w ich twarzach własne rysy, zapytał: ?Czyimi synami jesteście?? Odpowiedzieli, że są synami ubogiej niewiasty przebywającej na pustyni. Król przejęty radością uściskał ich mówiąc: ?Nie obawiajcie się niczego, jesteście moimi synami. jeżeli żywię u stołu mego obcych ludzi, czyż nie jest rzeczą o wiele słuszniejszą, bym troszczył się o was, którzy jesteście moimi własnymi synami?? Posłał więc król po tę kobietę celem sprowadzenia jej na dwór, by tutaj wychowywała wszystkich synów, których miała z nim. Błogosławiony Franciszek rozmyślał nad tym widzeniem, które miał podczas modlitwy i zrozumiał, że on właśnie jest tą ubogą niewiastą.
[2Cel 16; 1Bon 3,10; AP 35; Oddone (FF 2247)]
51 Po skończeniu modlitwy stanął na nowo w obecności papieża i opowiedział mu szczegółowo wizję, którą ukazał mu Pan. – Panie, powiedział, to ja jestem ową biedną kobietą, którą Pan w swej miłości i miłosierdziu uczynił piękną i z którą prawnie chciał mieć dzieci. Król królów przyrzekł mi wyżywić wszystkich synów, których mi da, bo jeśli daje pokarm obcym, bardziej jeszcze powinien dawać własnym dzieciom. Jeśli bowiem Bóg udziela dóbr doczesnych grzesznikom, aby w miłości ich wyżywić, to o ileż bardziej udzieli ich mężom ewangelicznym, którym się to sprawiedliwie należy. Na te słowa papież zdumiał się ogromnie, a najbardziej dlatego, że przed przybyciem błogosławionego Franciszka widział we śnie Kościół św. Jana na Lateranie[ix], któremu groziła ruina i jednego mizernego i wzgardzonego zakonnika, podtrzymującego go swymi ramionami. Po obudzeniu zdumiony i wystraszony, całą swą mądrością i przenikliwością starał się odkryć znaczenie owego widzenia. Lecz po kilku dniach, gdy przyszedł do niego błogosławiony Franciszek i przedstawił mu swe plany, jak powiedziano, a także prosił o zatwierdzenie Reguły, którą napisał w prostych słowach (T 15), posługując się tylko słowami świętej Ewangelii, do doskonałości której całkowicie przywarł, papież patrząc na niego, tak żarliwego w służbie Bożej i zastanawiając się nad swoją wizją, a także żarliwego w służbie Bożej i zastanawiając się nad swoją wizją, a także nad wspomnianą przypowieścią męża Bożego zaczął mówić do siebie;- Zaprawdę, to on jest tym świętym zakonnikiem, który odbuduje i podtrzyma Kościół Boży. Uścisnął go i uznał Regułę, którą napisał. Dał mu także pozwolenie do głoszenia wszędzie pokuty. Później dał takie upoważnienie wszystkim braciom z tym jednak zastrzeżeniem, że trzeba było uzyskać pozwolenie błogosławionego Franciszka, by można było głosić kazania. Wszystko to zatwierdził później na Konsystorzu[x].
[2Cel 17; 1Bon 3,10 – 1Cel 33; AP 36]
52 Po otrzymaniu tego, błogosławiony Franciszek składał dzięki Bogu, a uklęknąwszy przyrzekł pokornie i pobożnie posłuszeństwo i szacunek papieżowi. inni bracia, stosownie do polecenia papieża, przyrzekli również posłuszeństwo i szacunek błogosławionemu Franciszkowi. Otrzymawszy błogosławieństwo Ojca Świętego, nawiedzili groby Apostołów. Później kardynał kazał udzielić tonsury błogosławionemu Franciszkowi i innym braciom, ponieważ chciał by wszyscy byli duchownymi.
[1Cel 34; 1Bon 3,10; AP 36]
53 Wówczas mąż Boży wraz ze swymi braćmi opuścił Rzym i udał się w świat. Podziwiał to, że jego pragnienie tak łatwo się spełniło i czuł, że każdego dnia wzrasta w nim nadzieja i ufność wobec Zbawiciela, który poprzez swoje święte objawienia dał mu poznać wcześniej to, co dopiero miało stać się później. W istocie, przed otrzymaniem od papieża wyżej wymienionych przywilejów, wydawało mu się w nocy[xi], podczas snu, że przechodzi drogą, przy której rosło drzewo ze wspaniałą koroną, piękne, potężne i ogromne. Zbliżył się i u stóp drzewa podziwiał jego wielkość i piękno. Nagle odczuł, że on sam rośnie i to tak, że dotyka wszystkich gałęzi drzewa i z wielką łatwością zgina je do ziemi. Tak się właśnie stało, gdyż to papież Innocenty był tym wysokim drzewem, najpiękniejszym i najwspanialszym na świecie, a tak łaskawie przychylił się do prośby i pragnienia błogosławionego Franciszka.
[1Cel 33; 1Bon 3,8]

Terytorium – ulice należące do parafii

Terytorium – ulice należące do parafii

Al. Kraśnicka (nry nieparzyste 1-89), Barszczewskiego, Błońskiego, Bogdanowicza, Borelowskiego, Brzóski, Cieszkowskiego, Czarkowskiego, Dragonów, Dubieckiego, Farmaceutyczna, Frankowskiego, Hauke – Bosaka, Herbowa, Irydiona, Jankowskiego, Jeziorańskiego, Juranda,Konstantynów, Krajewskiego, Krasińskiego, Kruka, Leonarda, Magierskiego, Molickiego, Monte Cassino, Namysłowskiego od nru 10, Parady, Paśnikowskiego, Pielęgniarek, Powstania Styczniowego, Pustowójtówny, Rogińskiego, Romanowskiego, Ruckiego, Skrzetuskiego, Struga, Śnieżyńskiego, Toczyskiego, Ułanów (bloki przy kościele), Wojciechowska (numery parzyste), Wołodyjowskiego, Zana-nieparzyste, Żulińskiego

Historia parafii w "pigułce"

Historia parafii
Parafia erygowana 28.02.1950 r. dekretem bpa Piotra Kałwy. Została wydzielona z parafii św. Pawła. W 1970 r. powiększona o Węglin, który w tym czasie władze cywilne przyłączyły do Lublina ( poprzednio teren ten należał do par. Konopnica). Parafię powierzono trosce duszpasterskiej OO. Kapucynom, posiadającym przy Al. Kraśnickiej 3-hektarowy ogród. Budynek mieszkalny jest mały. W ostatnich latach teren parafii uległ uszczupleniu na skutek powstania nowych ośrodków administracji kościelnej: św. Józefa ( 1981 r. – ośrodek duszpasterski, 1982 – parafia ), bł. Urszuli Ledóchowskiej ( 1988 – ośrodek duszp., 1989-parafia), Trójcy Świętej ( 1993 ), oraz bł. Piotra Jerzego Frassatiego ( 1998 ). Parafia znajdowała się kolejno w granicach dekanatów: Lublin, Lublin-Miasto ( od 1972 r. ), Lublin-Południe ( od 1982 r.) i Lublin-Zachód (od 1992 r.)

Kościół
30.05.1948 r. bp Stefan Wyszyński poświęcił kaplicę, która spełniała rolę świątyni parafialnej. Stan taki utrzymał się do 1968 r., kiedy to kaplicę powiększono kosztem mieszkania braci ( zburzono 8 pokoi ) tworząc w ten sposób budynek kościoła. W 1979 r. rozpoczęto prace przy wznoszeniu nowoczesnej świątyni ( kamień węgielny z grobu św. Franciszka z Asyżu wmurował bp Bolesław Pylak 25.05.1980 r.), które zakończyła uroczystość pobłogosławienia kościoła w dniu 8.12.1985 r. ( arch. Marian Makarski z Lublina ). W latach 1988-91 powstały przy świątyni obszerne zabudowania klasztorne, w których od 1991 r. mieści się m. in. Wyższe Seminarium Braci Mniejszych Kapucynów Prowincji Warszawskiej

Dokumenty potrzebne przy chrzcie dziecka

Informacja związana z chrztem dziecka

 Mniej więcej miesiąc przed chrztem należy zgłosić osobiście w kancelarii chrzest dziecka. Dokumenty, które będą potrzebne do chrztu: 

  1. Odpis aktu urodzenia dziecka z USC (może być  xero) 
  2. Jeśli rodzice dziecka są z poza naszej parafii – pisemna zgoda tamtego proboszcza parafii na chrzest
  3. Świadectwo ślubu, jeśli był zawierany poza naszą parafią. 
  4. Dane chrzestnych (imię i nazwisko, data urodzenia, adres zamieszkania) 
  5.  Zaświadczenia  chrzestnych, że są wierzącymi i praktykującymi katolikami. 
  6. Udział w konferencji przed chrztem dla rodziców i chrzestnych ( konferencje odbywają się w soboty o godz. 17.00, zawsze przed I i III niedzielą miesiąca, kiedy są udzielane chrzty) 

Chrzestnym trzeba powiedzieć, aby sami osobiście zgłosili się do swoich parafii (tam gdzie mieszkają) po zaświadczenie dla rodziców chrzestnych.

Dodatkowa informacja: zaświadczenie przy spisaniu aktu chrztu (konferencja przedchrzcielna, spowiedź).

 

Chrzestni
Przyjmujący chrzest powinien mieć chrzestnego. Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami, ma przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki.
Można wybrać dwoje chrzestnych (matkę i ojca chrzestnych).

Do przyjęcia zadania chrzestnego może być dopuszczony ten, kto:

1. jest wyznaczony przez przyjmującego chrzest albo przez jego rodziców, albo przez tego, kto ich zastępuje, a gdy tych nie ma, przez proboszcza lub szafarza chrztu, i posiada do tego wymagane kwalifikacje oraz intencję pełnienia tego zadania
2. ukończył 16 lat
3. jest katolikiem, bierzmowanym i przyjął już sakrament Najświętszej Eucharystii oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić
4. jest wolny od jakiejkolwiek kary kanonicznej, zgodnie z prawem wymierzonej lub deklarowanej.
5. nie jest ojcem lub matką przyjmującego chrzest.

Czy i jak należy udzielać chrztu?

Dlatego też podczas ceremonii chrzcielnej normalnie – poza okresem Wielkanocnym – dokonuje się także poświęcenia wody, by móc ją bezpośrednio użyć do chrztu. W okresie Wielkanocnym korzystamy z wody, która w sposób uroczysty została poświęcona w czasie Wigilii Paschalnej. Bardzo zalecane jest, aby w czasie tej liturgii odprawianej w Wielką Noc (z Wielkiej Soboty na Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego), udzielano chrztu, włączając do wspólnoty Kościoła nowych wiernych. Była to zresztą tradycja pierwotnego Kościoła. Aktualnie również w wielu parafiach udziela się chrztu w czasie tej liturgii.
Jeśli chodzi o sposób udzielania chrztu, dopuszcza się zasadniczo dwie możliwości:
? przez zanurzenie;
? przez polanie (por. kan. 854 KPK).
W naszych warunkach klimatycznych, w kościołach nie zawsze dobrze ogrzanych, stosuje się normalnie ten drugi sposób, polewając trzykrotnie głowę osoby chrzczonej. Gdy chrzczone jest małe dziecko i temperatura otoczenia dość niska, normalnie, w trosce o jego zdrowie, stosuje się ciepłą wodę.
Istnieje również możliwość zanurzenia osoby chrzczonej w zbiorniku wodnym wykorzystywanym w danej wspólnocie do udzielania chrztu. Mówimy wtedy o trzykrotnym zanurzeniu w wodzie i przez to łatwiej jest uzmysłowić sobie fakt obmycia z grzechu pierworodnego.
Chrztu należy udzielać zachowując cały obrzęd przepisany w zatwierdzonych księgach liturgicznych. Jedynie w przypadku naglącej konieczności, np. niebezpieczeństwo śmierci czy brak dostępu do kapłana lub odpowiednich tekstów zwykle wykorzystywanych w liturgii chrzcielnej, należy zastosować jedynie to, co jest wymagane do ważności sakramentu (por. kan. 850 KPK). A więc nie można nie użyć słów przez które w Kościele katolickim udziela się chrztu: “Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Stąd istotny obrzęd chrztu polega na zanurzeniu kandydata w wodzie lub polaniu wodą jego głowy z równoczesnym wezwaniem imion osób Trójcy Świętej. Udzielający chrztu musi również mieć wolę ochrzczenia kandydata w duchu religii katolickiej.
Co to jest chrzest warunkowy i komu się go udziela?
Chrzest – brama sakramentów jest konieczny do zbawienia, uwalnia ludzi od grzechów, odradza ich jako dzieci Boże i przez upodobnienie do Chrystusa niezniszczalnym charakterem włącza do Kościoła, jest ważnie udzielony jedynie przez obmycie w prawdziwej wodzie z zastosowaniem określonej formy słownej i nie może być powtarzany (por. kan. 845 §1, kan. 849). To znaczy, że jeśli został udzielony ważnie, każde kolejne udzielanie tego sakramentu będzie się ograniczało jedynie do ceremonii zewnętrznej, która nie wywoła skutków wewnętrznych.
Niestety nie zawsze można uzyskać pewność co do tego czy chrzest był udzielony ważnie, a niekiedy nawet, czy w ogóle był udzielony. W obliczu takiej niepewności należy dokonać starannego dochodzenia, które usunęłoby powstałą wątpliwość. Jeśli uda się nabrać pewności, że chrzest był ważnie udzielony, osoba taka jest członkiem Kościoła i może przyjmować kolejne sakramenty. Jeśli natomiast, po przeprowadzeniu starannego dochodzenia, pozostała roztropna wątpliwość, czy chrzest został ważnie udzielony, należy go udzielić warunkowo (por. kan. 845 §2, kan. 869 §1).
Określenie “warunkowo” ma za zadanie jedynie uświadomić zainteresowanym, że jeśli dana osoba była już ważnie ochrzczona, to zastosowany obrzęd chrztu nie zawiera żadnej “treści”, nie niesie z sobą żadnych skutków sakramentalnych. Możnaby powiedzieć, że jest “pustą”, niepotrzebną ceremonią. Jeśli natomiast dana osoba nie była ochrzczona lub obrzęd, który zastosowano z jakiś powodów nie wywołał skutków sakramentalnych, to właśnie chrzest “warunkowy” sprawił, że stała się dzieckiem Bożym. Stąd też, chrzest warunkowy jest ważny lub nie, zależnie od tego, czy uprzednio dana osoba była lub nie była ochrzczona. Jeśli nie ma wątpliwości co do: faktu chrztu, materii, formy, właściwego zastosowania materii, właściwej intencji udzielającego chrztu, nie należy ponownie chrzcić, jeżeli jednak istnieją uzasadnione wątpliwości co do tego, należy udzielić chrztu warunkowo.
Prawodawca, który zabiega o to by nie powtarzać bez uzasadnienia ceremonii chrztu św., mając na uwadze także względy ekumeniczne, zadecydował: Ochrzczeni we wspólnocie kościelnej niekatolickiej nie powinni być chrzczeni warunkowo, chyba że po zbadaniu materii i formy zastosowanych przy udzielaniu tego chrztu, jak również intencji ochrzczonego jako dorosłego, oraz szafarza chrztu, pozostaje uzasadniona wątpliwość co do ważności chrztu (kan. 869§2).
Chrzest warunkowy, jeśli chodzi o jego zewnętrzną formę jest tym samym co zwykły chrzest. Stosuje się go jednak jedynie wtedy, gdy istnieją uzasadnione wątpliwości czy dana osoba przyjęła wcześniej ważny chrzest. Gdyby się okazało, już po chrzcie warunkowym, że wcześniej udzielony chrzest był ważny, następujący po nim chrzest warunkowy nie wywarłby żadnych skutków. Jeśli jednak wcześniej nie było chrztu, albo został udzielony w sposób nieważny, chrzest warunkowy sprawia, że dana osoba staje się dzieckiem Bożym i zostaje włączona do wspólnoty Kościoła.
Na czym polega uczestnictwo rodziców w ceremonii chrztu ich dziecka?
Analizując normy prawa kanonicznego pod kontem praw i obowiązków rodziców względem swoich dzieci, dostrzegamy, że Prawodawca prócz wychowania fizycznego, społecznego, kulturalnego i moralnego, wyróżnił także wychowanie religijne, które w wypadku chrześcijan utożsamia się z wychowaniem chrześcijańskim (por. kan. 1136). Wychowanie religijne dziecka w rodzinie katolickiej, swój istotny akcent znajduje w chrzcie św., do którego rodzice powinni starać się doprowadzić już w pierwszych tygodniach jego życia. Trudno sobie wyobrazić, aby zatroskani rodzice nie uczestniczyli w chrzcie swojego dziecka, tym bardziej, że w samym obrzędzie chrztu pełnią ważne zadania. Przede wszystkim uczestniczą w modlitwie odmawianej przez całe zgromadzenie wiernych i wysłuchują pouczenia celebransa, ale także pełnią istotne czynności liturgiczne:
? proszą publicznie o chrzest swojego dziecka;
? kreślą znak krzyża na jego czole;
? wyrzekają się szatana i składają wyznanie wiary;
? zbliżają się z dzieckiem do chrzcielnicy;
? zapalają świecę dziecka;
? otrzymują specjalne błogosławieństwo przeznaczone dla matek i ojców.
Od momentu chrztu spoczywa na rodzicach obowiązek doprowadzenia dziecka do poznania Boga i przygotowania do przyjęcia kolejnych sakramentów. By zadanie to było możliwe do spełnienia, niezbędna jest właściwa atmosfera domu rodzinnego, którą możnaby określić jako religijną. Wytwarzają ją rodzice, jak i inni członkowie rodziny, poprzez swoje postępowanie. Chodzi o atmosferę która umożliwia, albo przynajmniej ułatwia normalny rozwój życia religijnego w rodzinie. Warunkiem stworzenia takiej atmosfery jest poważne traktowanie spraw religijnych, które wyraża się m.in. w praktykach religijnych. Najbardziej podstawowe to: codzienny pacierz i uczestnictwo w Mszach św. w dni nakazane. Wiemy, że nawet to minimum nie zawsze jest wypełniane przez rodziców, a co się z tym wiąże, nie jest przekazywane ich potomstwu jako istotny element życia chrześcijańskiego. Stąd też, sama ceremonia chrztu św. i świadoma obecność na niej rodziców dziecka, może mieć istotne znaczenie w wypełnianiu ich misji wychowawczej. Przy właściwie rozumianych i wypełnianych zadaniach rodziców wobec swego dziecka w dziedzinie wychowania religijnego, stałyby się zbędne zastrzeżenia jakie często uzewnętrzniają zatroskani duszpasterze w czasie przygotowań do chrztu czy przy innych okazjach, w kontaktach z młodymi ludźmi, którzy zdecydowali się na dziecko, ale nie potrafią czy nie chcą stać się dla niego odpowiedzialnymi wychowawcami.
Czym się kierować przy wyborze imienia?
Prawodawca kościelny zalecił: Rodzice, chrzestni i proboszcz powinni troszczyć się, by nie nadawać imienia obcego duchowi chrześcijańskiemu (kan. 855 KPK). Imię miało i ma, niezależnie od czasu i kultury, znaczenie w życiu człowieka, stąd ta troska Kościoła o “ducha chrześcijańskiego”, który ma charakteryzować imię chrześcijanina. Chodzi tutaj przede wszystkim o to, by nowo ochrzczony miał swojego świętego patrona, za pośrednictwem którego będzie się zwracał do Boga. Stąd też nic dziwnego, że Episkopat Polski w wydanej przez siebie Instrukcji duszpasterskiej o udzielaniu sakramentu chrztu świętego dzieciom, mobilizuje duszpasterzy do poruszania tego tematu w kontaktach z wiernymi: Duszpasterze powinni wcześniej zachęcać wiernych, by swoim dzieciom nadawali imiona katolickie.
Oczywiste jest jednak, że tymi, którzy wybierają ostatecznie imię dla dziecka, są jego rodzice. Inni, m.in. proboszcz, mogą jedynie wyrazić swą opinię. Praktykuje się, że jeśli tzw. pierwsze imię nie jest katolickie, dodaje się drugie, w duchu chrześcijańskim. Pamiętajmy jednak, wybierając imię dla dziecka, że najodpowiedniejsze będzie imię świętego lub błogosławionego, który może zapewnić ochrzczonemu opiekę duchową oraz być dla niego wzorem życia.
Po co wybieramy chrzestnych i czy każdy może nim zostać?
Prawo Kościoła wymaga aby przyjmujący chrzest, jeśli to możliwe, posiadał chrzestnego (por. kan. 872 KPK). Dla każdego dziecka należy wybrać jednego chrzestnego lub chrzestną lub dwoje chrzestnych (por. kan. 873 KPK).
Zadania chrzestnych są w sposób jednoznaczny określone, ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawić do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki (kan. 872 KPK). Można powiedzieć, że wymogi stawiane kandydatom na chrzestnych wynikają z charakteru ich zadań. Jeżeli rzeczywiście mają być osobami odpowiedzialnymi za rozwój i życie wiary swego “chrześniaka”, sami muszą być dojrzałymi i przykładnymi świadkami wiary. Nie może więc dziwić, że Kościół stawia im wysokie wymagania. Wynikają one z troski o odpowiednie wychowanie religijne osoby ochrzczonej, dokonujące się w sprzyjającej atmosferze dobrego przykładu dawanego przez najbliższych.
Zasadniczo wybór chrzestnych należy do rodziców dziecka, którzy oczywiście swoją decyzję mogą dowolnie konsultować. Zadaniem duszpasterza jest jedynie sprawdzić czy przedstawieni kandydaci spełniają warunki określone przez Kościół i zatwierdzić wybór rodziców, jeśli nie ma zastrzeżeń.
Warunki te zawiera kan. 874 §1 KPK. By móc być dopuszczonym do przyjęcia zadania chrzestnego należy:
? być wyznaczonym przez przyjmującego chrzest (jeśli jest to możliwe), jego rodziców, tego kto ich zastępuje, a gdy ich nie ma, przez proboszcza lub szafarza chrztu;
? posiadać wymagane do tego kwalifikacje oraz intencję pełnienia tego zadania;
? mieć ukończony szesnasty rok życia, chociaż biskup diecezjalny może określić inny wiek, a nawet proboszcz czy szafarz mogą dla słusznej przyczyny dopuścić wyjątek w tym względzie;
? być katolikiem, po I Komunii św., bierzmowanym, prowadzić życie zgodne z wiarą i odpowiadające tej ważnej funkcji;
? nie być ojcem lub matką przyjmującego chrzest;
? być wolnym od jakichkolwiek kar kościelnych, zgodnie z prawem wymierzonych czy deklarowanych.
Skoro kandydaci na chrzestnych winni być katolikami wyznającymi swą wiarę życiem zgodnym z nauką Kościoła, nie może dziwić fakt, że nie dopuszcza się do pełnienia tej funkcji osób żyjących w związkach niesakramentalnych, czy młodzieży, która odmawia uczestnictwa w katechizacji mimo, że ze względu na swój wiek i naukę w szkole średniej powinna w niej uczestniczyć.
Instrukcja duszpasterska Episkopatu o udzielaniu sakramentu chrztu św. dzieciom z 1975 r. określa pewne wymagania jakie stawia Kościół duszpasterzom w relacji do potencjalnych chrzestnych. Powinni oni:
? doradzać rodzicom, by szukali chrzestnych wśród bliższej rodziny i sąsiadów;
? przeciwstawiać się zwyczajom zapraszania do podjęcia obowiązków rodziców chrzestnych przez ludzi przygodnych, dobrze sytuowanych, którzy prawdopodobnie nie będą interesowali się wychowaniem religijnym dziecka;
? żądać, jeśli ich nie znają, odpowiedniego świadectwa kwalifikacyjnego z parafii w której kandydaci na rodziców chrzestnych mieszkają.
Rozumiejąc doniosłe znaczenie chrzestnego w życiu osoby ochrzczonej widzimy, że jego wybór nie może być przypadkowy. Trzeba znaleźć kandydata, który dzięki swojej wierze i sposobowi życia będzie umiał dawać właściwe świadectwo umacniające osobę ochrzczoną na jej drodze wiary.
Dlaczego fakt chrztu we własnym kościele parafialnym ułatwia życie w przyszłości? Obowiązek zapisania chrztu św. w Księdze ochrzczonych.
Każdy ochrzczony jest zapisany w Księdze ochrzczonych, gdzie z czasem będą nanoszone adnotacje o przyjmowanych kolejnych sakramentach. Przy okazji: I komunii, bierzmowania, małżeństwa, czy święceń kapłańskich, trzeba sięgnąć do tej Księgi, by sprawdzić fakt chrztu, ponieważ, jak wiemy, udzielenie jakiegokolwiek kolejnego sakramentu, bez uprzedniego chrztu jest nieskuteczne.
Sami ochrzczeni mają ułatwione zadanie, jeśli przyjęli chrzest na terenie parafii w której mieszkają, ponieważ pragnąc przyjąć kolejny sakrament, nie muszą ciągle na nowo dostarczać duszpasterzowi zaświadczeń o przyjętym chrzcie. On sam, w swoim biurze parafialnym, może upewnić się co do tego faktu. Gdy chrzest miał miejsce w jednej parafii, a kolejny sakrament chcemy przyjąć w innej, niezbędne jest każdorazowe dostarczenie zaświadczenia stwierdzającego fakt chrztu.
Zadaniem każdego proboszcza jest dbałość o rzetelne prowadzenie ksiąg kościelnych, szczególnie tych, które stwierdzają fakt przyjęcia sakramentów świętych. Nie dziwi więc wymóg stawiany przez Prawodawcę kościelnego, który brzmi: Proboszcz miejsca udzielenia chrztu powinien bezzwłocznie i dokładnie zapisać w księdze ochrzczonych nazwisko ochrzczonego, czyniąc wzmiankę o szafarzu, rodzicach, chrzestnych oraz o świadkach, jeśli występują, jak również o miejscu i dacie udzielonego chrztu, podając również datę i miejsce urodzenia ( kan. 877 §1).
Chrzest powinien być odnotowany w Księdze ochrzczonych parafii na której terenie fakt ten miał miejsce. Tym, który ma tego dopilnować jest proboszcz. Gdyby jednak chrzest nie był udzielony przez proboszcza, ani w jego obecności, wtedy szafarz chrztu, kimkolwiek jest, ma obowiązek powiadomić proboszcza parafii, na terenie której udzielono chrztu, by ten dokonał zapisu (por. kan. 878).
Księża proboszczowie z reguły bardzo skrupulatnie dbają o wypełnianie swoich obowiązków dotyczących nie tylko zapisania chrztu, ale i udzielenia go w kościele parafialnym. Często bardzo wytrwale przekonują osoby, które pragną by chrzest ich dziecka dokonał się w innym miejscu niż kościół parafialny, o konieczności zmiany decyzji i włączeniu swojego dziecka do wspólnoty Kościoła we wspólnocie swojej parafii. Taka postawa księży proboszczów jest na pewno uzasadniona i godna pochwały, jednak w szczególnych wypadkach, gdy motywy rodziców są uzasadnione, nie należy odmawiać im zgody na ochrzczenie dziecka w innym kościele niż kościół parafialny. W obliczu takiej prośby ze strony rodziców dziecka, jak i w wielu innych sytuacjach duszpasterskich należy kierować się przede wszystkim rozsądkiem i życzliwością wobec innych.
Czy w jakiś przypadkach dokonuje się zmian nazwisk w Księdze ochrzczonych?
Imię i nazwisko identyfikują człowieka i by mogły spełniać swoje zadanie, po prostu nie powinny ulegać zmianie. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że w szczególnych sytuacjach dokonuje się zmiany nazwiska. Najczęściej ma to miejsce przy okazji ślubu, kiedy to zasadniczo żona przyjmuje nazwisko męża, ale oczywiście wiemy, że może ta kwestia być rozwiązana także w inny sposób. Niektórzy zmieniają swoje nazwisko bo budzi ono np. jakieś złe skojarzenia, czy brzmi mało poważnie. Fakt ten musi być odnotowany w rejestrach państwowych, by mógł zacząć funkcjonować na co dzień. Zainteresowani zobowiązani są do zadośćuczynienia pewnym formalnościom, by fakt zmiany nazwiska mógł zaistnieć.
Jeśli chodzi o Kościół, również istnieje możliwość zmiany nazwiska. Księgą, która zawiera podstawowe dane o każdym wiernym jest Księga ochrzczonych, a więc do niej należy wpisać fakt ewentualnej zmiany nazwiska. Nie czyni się jednak tego automatycznie, na każde życzenie zainteresowanego.
Najpierw zwróćmy uwagę na powody, dla których ludzie zgłaszają się do biur parafialnych z prośbą o zmianę nazwiska w Księdze ochrzczonych. Są one przede wszystkim związane z perturbacjami mającymi swe źródło w relacjach intymnych rodziców. By móc łatwiej zorientować się w tych powodach, podam kilka przykładów z życia: młoda dziewczyna “przypadkowo” zachodzi w ciążę, rodzi dziecko jako osoba niezamężna, daje mu swoje nazwisko, potem wychodzi za mąż za ojca naturalnego dziecka i pragnie, by jego nazwisko nosiła cała rodzina – również ich dziecko urodzone przed ślubem; inna kobieta w podobnej sytuacji po urodzeniu się dziecka i nadaniu mu swego nazwiska poznaje mężczyznę, który nie jest ojcem jej dziecka, ale pragnie się z nią związać i adoptować dziecko przekazując im swoje nazwisko; kobieta żyjąca w związku małżeńskim z panem X, zachodzi w ciążę z panem Y, początkowo mąż nic nie podejrzewając, cieszy się z narodzin dziecka, które oczywiście otrzymuje jego nazwisko, ale po pewnym czasie jego żona ujawnia prawdę i komunikuje mu, że chce się związać z naturalnym ojcem swojego dziecka, który chce by to dziecko nosiło jego nazwisko… Te i inne sytuacje życiowe sprawiają, że ludzie zgłaszają się do biur parafialnych prosząc o korekty w Księdze ochrzczonych.
Czy proboszcz lub jakiś pracownik biura parafialnego może “pójść na rękę” zainteresowanym i nie robiąc im problemów dokonać żądanej przez nich zmiany?
Okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta. Proboszcz w takim przypadku musi najpierw ustalić, że osoba o którą chodzi jest odnotowana w Księdze ochrzczonych jego parafii, następnie zgromadzić wymagane dokumenty, a więc przede wszystkim: odpis zupełny aktu urodzenia wydany przez USC, świadectwo chrztu, a także: przysięgę ojca naturalnego potwierdzającą jego ojcostwo, jeśli oczywiście chodzi o nadanie dziecku jego nazwiska, czy np. oświadczenie osoby adoptującej o jego woli nadania swojego nazwiska dziecku. Dopiero gdy proboszcz posiada takie dokumenty, może w imieniu zainteresowanych zwrócić się do Kurii w swojej diecezji z prośbą o pozwolenie naniesienia zmian w Księdze ochrzczonych. Po otrzymaniu stosownego polecenia może nanieść zmiany, zmieniając nazwisko osoby zapisanej w Księdze ochrzczonych jego parafii.
Bez wspomnianego polecenia władzy zwierzchniej ani wikariusz, ani proboszcz, a tym bardziej inny pracownik biura parafialnego, nie może dokonywać najmniejszych zmian w Księdze ochrzczonych.
Co zrobić, jeśli ktoś ma pewność, że był ochrzczony, ale nie może tego udowodnić, ponieważ Księga ochrzczonych, w której fakt ten był odnotowany, zaginęła?
Wiemy, że w Kościele, przy różnych okazjach, prosi się o dostarczenie zaświadczenia o chrzcie, które wydaje się na podstawie danych zamieszczonych w Księdze ochrzczonych. Gdyby się okazało, że wspomniana Księga, jak również jej duplikat, z jakiegoś powodu nie są dostępne, pojawia się istotny problem. Istnieje jednak sposób zaradzenia tej niecodziennej sytuacji.
Jeśli ktoś był ochrzczony, ale nie jest dostępny dokument potwierdzający zaistnienie tego faktu, zainteresowany powinien zgłosić się do własnego proboszcza. Proboszcz natomiast, w trosce o wyjaśnienie prawdy, ma obowiązek zgromadzić następujące dokumenty:
? zeznania osobiste zainteresowanego potwierdzające fakt chrztu;
? zeznania dwóch świadków obecnych podczas ceremonii chrztu;
? odpis aktu urodzenia osoby zainteresowanej;
? świadectwo ślubu rodziców zainteresowanego (jeśli to możliwe);
? inne dokumenty mogące potwierdzić fakt chrztu.
Zebrane dokumenty wraz ze stosownym pismem przewodnim proboszcz kieruje do Kurii, skąd, jeśli fakt chrztu uzna się za mający miejsce, otrzymuje polecenie spisania aktu chrztu osoby zainteresowanej. Dokonuje się tego poprzez odpowiedni wpis do Księgi metryk zastępczych.
Od tej pory zaświadczenie o chrzcie może być wystawiane na podstawie zapisu, dokonanego na polecenie Kurii diecezjalnej, w Księdze metryk zastępczych parafii, do której zwrócił się ze swoją sprawą zainteresowany.
Czym jest chrzest w rozumieniu prawa kanonicznego i co on nam daje?
Kończąc artykuł mający na celu przypomnieć ustalenia prawne Kościoła katolickiego w zakresie chrztu świętego, chciałbym zwrócić uwagę na istotne sformułowania charakteryzujące ten sakrament.
Kodeks prawa kanonicznego w kan. 849 stwierdza: Chrzest, brama sakramentów, konieczny do zbawienia przez rzeczywiste lub zamierzone przyjęcie, który uwalnia ludzi od grzechów, odradza ich jako dzieci Boże i przez upodobnienie do Chrystusa niezniszczalnym charakterem włącza ich do Kościoła, jest ważnie udzielony jedynie przez obmycie w prawdziwej wodzie z zastosowaniem koniecznej formy słownej.
Chrzest jako “brama sakramentów” otwiera możliwość skutecznego korzystania z następnych łask Bożych mogących spłynąć tylko drogą sakramentalną. Co więcej, warunkuje on ważność innych sakramentów. Ktoś, kto nie został ochrzczony, nie może ważnie przyjąć: bierzmowania, Eucharystii, pokuty, namaszczenia chorych, kapłaństwa czy małżeństwa – niezależnie od tego, po czyjej stronie leży wina za brak chrztu (rodziców dziecka, samego zainteresowanego czy przedstawiciela Kościoła, który z jakiegoś powodu odmówił tego sakramentu lub udzielił go nieważnie). Rzeczywisty brak chrztu pozbawia człowieka możliwości uczestniczenia w radościach niebieskich. Prawodawca prócz rzeczywistego przyjęcia chrztu wspomina również o zamiarze przyjęcia. Chodzi Mu o tzw. chrzest z pragnienia, który określił w sposób przystępny Sobór Watykański II: Ci, którzy bez własnej winy, nie znając Ewangelii Chrystusowej, szczerym sercem szukają jednak Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie. Nie odmawia też Opatrzność Boża koniecznej do zbawienia pomocy takim, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli do wyraźnego poznania Boga, a usiłują, nie bez łaski Bożej, wieść życie uczciwe (KK nr 16).
Chrzest uwalnia ludzi od grzechu pierworodnego i grzechów uczynkowych tzn. tych wszystkich, które popełnił za swojego życia. Sprawia, że konkretny człowiek prócz miana dziecka swoich rodziców nabywa prawo nazywania się “dzieckiem Bożym” oraz wszystkie związane z tym przywileje i obowiązki. Włącza ich tym samym do Kościoła i tu, jak mówi Sobór: … dzięki otrzymanemu znamieniu przeznaczeni są do uczestnictwa w kulcie religii chrześcijańskiej, i odrodzeni jako synowie Boży, zobowiązani są wyznawać przed ludźmi wiarę, którą otrzymali od Boga za pośrednictwem Kościoła (KK nr 11).
Aby chrzest był ważny, kandydat musi zostać obmyty w cieczy, która nie budzi u nikogo wątpliwości co do tego, że jest wodą, a także dokonujący tej czynności, posiadający intencję czynienia tego co czyni Kościół, musi wypowiedzieć poprawnie formułę sakramentalną: N., ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Jako podsumowanie próby odpowiedzi na pytanie: co nam daje chrzest?, celowym będzie przytoczenie słów Katechizmu: Skutek chrztu lub łaski chrzcielnej jest bardzo bogatą rzeczywistością. Obejmuje ona: odpuszczenie grzechu pierworodnego i wszystkich grzechów osobistych, narodzenie do nowego życia, przez które człowiek staje się przybranym synem Ojca, członkiem Chrystusa, świątynią Ducha Świętego. Przez fakt przyjęcia tego sakramentu ochrzczony jest włączony w Kościół, Ciało Chrystusa, i staje się uczestnikiem kapłaństwa Chrystusa (KKK nr 1279).
Zakończenie
Chciałbym, aby przedstawione opracowanie było rodzajem informatora o wymogach, jakie stawia Kościół kandydatom do chrztu, ich rodzicom i chrzestnym. Ma ono również na celu wyjaśnienie zainteresowanym, dlaczego duszpasterze stawiają właśnie takie, a nie inne wymagania dotyczące udzielania tego sakramentu. Wynikają one przecież z prawa kościelnego, a nie ich złej woli. Warto chyba jeszcze dodać, że również dopuszczający do przyjęcia sakramentu chrztu św. muszą kierować się zawsze wolą pokonania wszelkich trudności, które utrudniają im podjęcie decyzji o udzieleniu chrztu. Przecież dobro dziecka, włączenie go do Ludu Bożego, ma większe znaczenie niż często skomplikowana sytuacja życiowa jego rodziców.

PRAWO KANONICZNE O CHRZCIE ŚWIĘTYM

Sakramenty ustanowione przez Chrystusa: chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, pokuta, namaszczenie chorych, kapłaństwo i małżeństwo, tworzą w sposób szczególny wspólnotę Kościoła. Stąd też troska Prawodawcy uzewnętrzniona w kan. 840 KPK: Sakramenty Nowego Testamentu, ustanowione przez Chrystusa i powierzone Kościołowi, jako czynności Chrystusa i Kościoła, są znakami oraz środkami, poprzez które wyraża się i wzmacnia wiara, oddawany jest Bogu kult i dokonuje się uświęcenie człowieka. Z tej to racji w najwyższym stopniu przyczyniają się do wprowadzenia, umocnienia i zamanifestowania kościelnej wspólnoty. Dlatego w ich sprawowaniu święci szafarze oraz pozostali wierni winni okazać najwyższy szacunek i należną pilność.
Pragnę nie tyle podkreślić ważność sakramentów w życiu Kościoła, ale przede wszystkim nakreślić wymogi jakie stawia się pragnącym je przyjąć. Tym bardziej, że Kościół stawia jednoznaczne wymagania tym, którzy mają bezpośredni lub pośredni wpływ na decyzje o udzieleniu czy odmówieniu udzielenia sakramentów. Warto zacytować w tym miejscu wyrażoną literalnie wolę Prawodawcy: Duszpasterze oraz inni wierni, w ramach własnej funkcji kościelnej, mają obowiązek troszczyć się, aby ci, którzy proszą o sakramenty, byli do ich przyjęcia przygotowani przez odpowiednią ewangelizację i katechezę, z uwzględnieniem norm wydanych przez kompetentną władzę (kan. 843§2 KPK).
Stąd też nie tylko troska konkretnego duszpasterza, ale wola najwyższej władzy w Kościele, mobilizuje nas do skrupulatnego przygotowania się do przyjmowania sakramentów. Odpowiedzialni za “dopuszczenie” do przyjęcia mają więc obowiązek postępować zgodnie z prawem kanonicznym, biorąc na siebie konkretne obowiązki w imieniu Kościoła.
Ci, których Kościół wybrał do szafowania sakramentów, nie mogą jednak w sposób arbitralny decydować o udzieleniu lub nie sakramentu, o który proszą zainteresowani. Ważny jest stopień przygotowania kandydatów. Należy dążyć do tego, by był on jak najlepszy, mając jednocześnie na względzie fakt, że: Święci szafarze nie mogą odmówić sakramentów tym, którzy właściwie o nie proszą, są odpowiednio przygotowani i prawo nie wzbrania im ich przyjmowania (kan. 843§1 KPK).
Poszczególne sakramenty mają swoje własne zadanie do spełnienia w życiu chrześcijanina i wspólnoty, do której ów wierzący należy. W związku z tym istotna jest m.in. kolejność przyjmowania sakramentów. I tak, nie dziwi nikogo, że najpierw wymaga się przyjęcia sakramentu chrztu św., by móc z czasem prosić o udzielenie innych sakramentów. Prawodawca wyraźnie zastrzegł: Nikt nie może być ważnie dopuszczony do innych sakramentów, dopóki nie przyjął chrztu (kan. 842§1KPK). Chodzi tu o “tradycyjny” chrzest dokonany przez polanie lub zanurzenie w wodzie. Nie wystarczy więc chrzest pragnienia ani chrzest krwi, które w szczególnych okolicznościach mogą “wystarczyć” do zbawienia. Dlatego też przy dopuszczaniu do innych sakramentów szafarz musi mieć pewność co do chrztu kandydata -zarówno co do faktu, jak i co do ważności.
Kolejność przyjmowania innych sakramentów nie warunkuje ich ważności, wynika ona bardziej z tradycji i pewnej stosowności niż ze sztywnych ram wyznaczonych prawem Bożym. Niektóre z nich są jednak w specyficzny sposób ze sobą złączone. Aby można mówić o pełnym wtajemniczeniu chrześcijańskim, trzeba przyjąć przynajmniej sakramenty: chrztu, bierzmowania i Najświętszej Eucharystii (por. kan. 842§2 KPK).
Warto również podkreślić, że istniejące sakramenty dzielą się na dwie zasadnicze grupy, a mianowicie: te, które można przyjmować więcej niż jeden raz i te, których nie można powtarzać ze względu na charakter jaki wyciskają. Do tej drugiej grupy należy zaliczyć: chrzest, bierzmowanie i kapłaństwo (por. kan. 845§1 KPK).
Chciałbym jeszcze wspomnieć, tym razem za Katechizmem Kościoła Katolickiego, o kolejnych “zaszeregowaniach”, jakie dokonano, a mianowicie: sakramenty uzdrowienia i sakramenty w służbie komunii. Uzdrowieniu, w szerokim tego słowa znaczeniu, służą: sakrament pokuty i pojednania oraz namaszczenia chorych. Komunii, budowaniu wspólnoty, budowaniu Ludu Bożego, udzielając jednocześnie szczególnego posłania w Kościele, służą: sakrament święceń i małżeństwa.
Przyjmowanie sakramentów świętych jest dobrodziejstwem dla jednostki i wspólnoty Kościoła który współtworzy. Stojący na czele tej wspólnoty: biskupi, kapłani i diakoni mają za zadanie hojnie szafować dobrami sakramentalnymi. Obdarowani łaską sakramentalną chcieliby się często odwdzięczyć, i to w sposób wymierny, szafarzowi za dar sakramentu. Prawodawca kościoła powszechnego dopuszcza przyjęcie przez duchownego pewnego wynagrodzenia – ofiary przy okazji udzielania sakramentów. Określenie wysokości tej ofiary pozostawia jednak biskupom prowincji, którzy podczas swego zebrania powinni ją w sposób roztropny określić (por. kan. 1264 KPK). Jednocześnie przejawia troskę o uboższych i tych, którzy nie mogą złożyć żadnej ofiary, zarządzając: Oprócz ofiar określonych przez kompetentną władzę kościelną, szafarz nie może domagać się niczego za udzielanie sakramentów, przy czym potrzebujący nie powinni być pozbawieni pomocy sakramentów z racji ubóstwa (kan. 848 KPK).
Po tych wstępnych, ogólnych uwagach związanych z prawem kanonicznym regulującym udzielanie i przyjmowanie sakramentów, chciałbym zatrzymać się nad pierwszym z nich, jakim jest chrzest, nazwany trafnie ?bramą sakramentów?.
Jakie wymogi stawia Kościół przed proszącymi o chrzest dziecka i duszpasterzami odpowiedzialnymi za udzielenie tego sakramentu?
Odpowiadając na to pytanie, postaram się przedstawić ogólne wymogi jakie stawia Kościół w sytuacjach zwyczajnych. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że niekiedy mają miejsce jakieś wyjątkowe okoliczności, które uzasadniają dopuszczenie do określonego złagodzenia wymagań. Te ogólne wymogi zebrałem w kilku punktach.
1. Z prośbą o udzielenie chrztu należy zwracać się do parafii, w której mieszkają rodzice dziecka. Stąd istotne jest, aby zgłaszający chrzest przyszli po prostu do biura własnej parafii, aby tam zgłosić urodzenie się dziecka i poprosić o udzielenie sakramentu chrztu św.
2. Chrzest powinni zgłaszać rodzice dziecka, a więc ojciec i matka, chyba, że jakaś uzasadniona przyczyna uniemożliwia obecność któregoś z nich.
3. Osobą kompetentną do przyjęcia zgłoszenia chrztu jest duszpasterz, a więc duchowny i to nie każdy, lecz ten, który rzeczywiście pracuje duszpastersko w danej parafii. Powinien on w serdecznej i taktownej rozmowie nie tylko poznać życie religijne środowiska w którym dziecko będzie wychowywane, ale przede wszystkim udzielić rad i potrzebnych wskazówek związanych z wychowaniem religijnym dziecka, stosownie do potrzeb wynikających ze świadomości religijnej rodziców. Warto również zachęcić rodziców do przyjęcia Eucharystii (jeśli jest to możliwe) w dniu chrztu dziecka oraz pouczyć o chrześcijańskim charakterze uroczystości domowych. Widzimy, że spotkanie w biurze parafialnym ma służyć nie tylko załatwieniu formalności związanych z zapisaniem dziecka i omówieniu przebiegu ceremonii udzielania chrztu św., ale także jest okazją do krótkiej katechezy przybliżającej zainteresowanym istotę tego sakramentu.
4. Przy zgłaszaniu dziecka do chrztu, w celu spisania aktu chrztu, należy przedłożyć;
– metrykę urodzenia dziecka z USC;
– świadectwo ślubu kościelnego rodziców dziecka;
– jeśli kandydaci na chrzestnych pochodzą z innej parafii, zaświadczenie od ich proboszcza zezwalające na dopuszczenie do podjęcia funkcji chrzestnego.
1. Na podstawie dostarczonych dokumentów, duszpasterz dokonuje wpisu do Księgi ochrzczonych sporządzając akt chrztu dziecka. Zaraz po spisaniu tego aktu lub w innym terminie, najpóźniej jednak tuż po liturgii chrztu, rodzice i chrzestni składają podpisy w Księdze ochrzczonych.
2. Wskazane jest, aby podczas zgłoszenia dziecka do chrztu, rodzicom i chrzestnym, dać karteczki do spowiedzi i poinformować ich o katechezie przygotowującej do świadomego uczestnictwa w obrzędzie chrztu i odpowiedzialnego wypełniania odpowiednich funkcji związanych z religijnym oddziaływaniem na ochrzczonego. Podczas tej katechezy można zebrać wręczone wcześniej karteczki, na których został odnotowany fakt przystąpienia do spowiedzi św. rodziców dziecka i chrzestnych.
W tych sześciu punktach starałem się przedstawić sytuację, którą możnaby nazwać wzorcową. Życie uczy, że nie każdy przypadek mieści się w tak zakreślonych ramach. Dlatego też, w kolejnych artykułach zamieszczanych na łamach tego czasopisma, postaram się omówić także inne, bardziej złożone sytuacje życiowe, które uzasadniają zgodę na udzielenie sakramentu chrztu w Kościele katolickim.
Czy każde dziecko może być ochrzczone? Co jest niezbędne do ważności chrztu?
Chrystus umarł za wszystkich ludzi i zmartwychwstał, aby wszystkich odkupić, stąd nic dziwnego, że Kościół otwiera się na wszystkich, umożliwiając im przyjęcie chrztu włączającego do grona dzieci Bożych. Prawo kościelne wyraźnie podaje, że: Zdatnym do przyjęcia chrztu jest każdy człowiek, jeszcze nie ochrzczony (kan.864 KPK).
Czymś zupełnie naturalnym jest, że dorosły widząc istotę bezbronną, taką jaką jest dziecko, stara się ją obdarzyć opieką. Człowiek potrzebuje okazji, aby zatroszczyć się o kogoś, komuś pomóc, kimś się zaopiekować, podzielić się czymś co ma najcenniejszego. Ta potrzeba się wzmaga, gdy pojawi się miłość. Zakochany zdolny jest do heroicznych czynów, by ubogacić we wszystko co najcenniejsze osobę kochaną.
Analogiczna sytuacja ma miejsce, gdy na świat przychodzi dziecko. Kochający rodzice pragną dla niego wszystkiego co najlepsze. Nic więc dziwnego, że w rodzinach katolickich w pierwszych tygodniach, a nawet dniach życia dziecka, rodzice zabiegają o chrzest dla niego. Chrzest postrzegany jako niewyobrażalne dobro dla człowieka, staje się obiektem dążeń kochających i odpowiedzialnych rodziców.
Poza tym, Kościół zobowiązuje swoich wiernych do dbałości o możliwie wczesny chrzest dzieci, uświadamiając im, że: Rodzice mają obowiązek troszczyć się, ażeby ich dzieci zostały ochrzczone w pierwszych tygodniach; możliwie najszybciej po urodzeniu, a nawet jeszcze przed nim powinni się udać do proboszcza, by prosić o sakrament dla dziecka i odpowiednio do niego się przygotować (867§1 KPK).
To przygotowanie rodziców do chrztu dziecka odbywa się już niemal od początku ich przynależności do Kościoła. Liturgia Kościoła, szczególnie Wigilii Wielkanocnej i niedzieli Chrztu Pańskiego, katecheza, a nawet ogłoszenia parafialne, mogą być nośnikiem informacji związanych z sensem i znaczeniem sakramentu chrztu. Tym nie mniej, rodzice dziecka chrzczonego (…), powinni być należycie pouczeni o znaczeniu tego sakramentu i o związanych z nim obowiązkach. Proboszcz winien osobiście lub przez innych zatroszczyć się, ażeby rodziców właściwie przygotować pasterskimi pouczeniami a także wspólną modlitwą, zbierając razem po kilka rodzin oraz, gdy to możliwe, składając im wizytę (kan.851 nr 2 KPK).
Wiemy jednak, że nie zawsze praktyka życia chrześcijańskiego rodziców, jak i ich postawa wobec zabiegów duszpasterzy, jest nienaganna, stąd różne trudności, które mogą się zrodzić w momencie przyjęcia do chrztu ich dzieci. Mimo więc, że zasadniczo należy dopuszczać do chrztu wszystkie dzieci zgłoszone przez rodziców lub prawnych opiekunów, wymaga się jednak od nich aby byli ludźmi wierzącymi i zobowiązali się wychowywać swoje dzieci w wierze, w której zostają ochrzczone. Wychowanie w wierze zakłada przekazanie dziecku podstawowych prawd wiary i zasad moralności obowiązujących w Kościele katolickim, a także nauczenie go modlitwy i włączenie do grona wspólnoty uczestniczących w niedzielnej Mszy św. Istotne jest również zatroskanie w późniejszym okresie, aby dziecko uczestniczyło w lekcjach religii, by z czasem mogło być doprowadzone do pełnego udziału w Eucharystii i do przyjęcia sakramentu bierzmowania oraz wprowadzone w dojrzałe i odpowiedzialne życie chrześcijanina.
Czy każde dziecko może być ochrzczone? Czego się wymaga do godziwości chrztu?
Zdatnym do przyjęcia tego sakramentu jest każdy jeszcze nie ochrzczony, stąd też należy być otwartym na wszystkie dzieci zgłaszane przez rodziców czy prawnych opiekunów, proszących w ich imieniu o chrzest św. Nie należy jednak zapominać o konieczności wzięcia odpowiedzialności za wychowanie w wierze ochrzczonego dziecka. Mając to na względzie Prawodawca kościelny wprowadził, co do godziwości chrztu, następujące zalecenia :
– nie udzielać chrztu św. małym dzieciom bez wiedzy ich rodziców lub prawnych opiekunów, lub wbrew ich woli;
– jeśli rodzice są połączeni związkiem cywilnym, duszpasterz powinien starać się doprowadzić ich do zawarcia małżeństwa sakramentalnego przed chrztem dziecka;
– gdy żyjący w związku cywilnym wyraźnie odmawiają zawarcia małżeństwa sakramentalnego lub nie mogą tego uczynić z powodu przeszkód kanonicznych, duszpasterz ma obowiązek żądać na piśmie od rodziców dziecka i chrzestnych oświadczenia, że zobowiązują się wychować dziecko w wierze katolickiej;
– jeśli jeden z rodziców dziecka jest wierzący a drugi nie, dziecko należy ochrzcić na wyraźną prośbę jednego z nich;
– w zetknięciu się z trudnymi problemami z zakresu chrztu, duszpasterz czując się odpowiedzialny przed Bogiem za owoce łaski tego sakramentu, powinien poszczególne wypadki dokładnie analizować przed podjęciem ostatecznej decyzji, a w razie uzasadnionej potrzeby zwrócić się do Biskupa ordynariusza (por. kan. 868§1 KPK).
Z powyższych ustaleń jasno wynika, że bardzo mało jest sytuacji kiedy byłoby uzasadnione odmówienie chrztu dziecka osobom, które będąc jego rodzicami czy opiekunami prawnymi, o to proszą. Powyższe wymogi stawia się co do godziwości, a nie co do ważności chrztu. To oczywiście nie znaczy, że należy je w jakimś stopniu lekceważyć, ale po prostu należy mieć tego świadomość.
Znając realia naszej rzeczywistości, chciałbym podkreślić, że rodzice żyjący w związku cywilnym, nawet bez przeszkody kanonicznej uniemożliwiającej im zawarcie ślubu kościelnego, mają prawo domagać się ochrzczenia swego dziecka, jeśli na piśmie wraz z chrzestnymi zobowiążą się, że będą wychowywać je w wierze katolickiej. Takie zobowiązanie powinno uspokoić wyczulone sumienie duszpasterza i spowodować wyrażenie przez niego zgody na udzielenie sakramentu chrztu.
Musimy wszyscy mieć świadomość tego, że Kościołowi, który pełni wolę swego Założyciela, zależy bardzo na ciągłym wzroście liczby należących do Ludu Bożego, stąd zależy także na tym, by wszyscy spełniający minimum wymagań, przyjmowali chrzest. Chodzi tu o niewyobrażalne dobrodziejstwo jakim bezsprzecznie jest możliwość życia wiecznego w niebie. Stąd też nic dziwnego, że kierując się tą troską, Prawodawca kościelny ustalił, że: Dziecko rodziców katolickich, a nawet i niekatolickich, znajdujące się w niebezpieczeństwie śmierci, jest godziwie ochrzczone, nawet wbrew woli rodziców (kan. 868§2 KPK).
Kodeks prawa kanonicznego nie normuje w sposób bezpośredni przypadku, kiedy to rodzice nieochrzczeni prosiliby o chrzest dla swojego dziecka. Wydaje się jednak oczywiste, że przyjmujący ich duszpasterz powinien wykorzystać okazję spotkania do przeprowadzenia rzeczowej rozmowy mającej charakter katechezy. Podczas pierwszego spotkania możnaby ukazać im wartość chrześcijaństwa i zachęcić do dalszego pogłębiania swojej wiedzy na ten temat, proponując uczestnictwo w katechezach uzupełniających czy przygotowujących bezpośrednio do przyjęcia chrztu i innych sakramentów. Ich otwarta postawa na tego typu propozycje, moim zdaniem, uzasadniałaby zgodę na ochrzczenie dziecka, nawet jeszcze przed ukończeniem przygotowania rodziców do przyjęcia tego sakramentu.
Gdyby sami jednak nie zamierzali przyjąć chrztu, uważam, że należałoby postąpić zgodnie z zasadą ogólną wymaganą do godziwości, tzn. ochrzcić dziecko tylko wtedy, gdyby istniała uzasadniona nadzieja, że dziecko będzie wychowane po katolicku; jeśli jej zupełnie nie ma, chrzest należy odłożyć zgodnie z zasadami prawa partykularnego, powiadamiając rodziców o przyczynie (kan. 868§1, nr 2 KPK).
Czego wymaga się od dorosłych, którzy chcieliby przyjąć sakrament chrztu św.?
Nie zawsze jest tak, że do chrztu przychodzą rodzice z małym dzieckiem prosząc w jego imieniu o udzielenie tego sakramentu. Coraz częściej ludzie dorośli, nie ochrzczeni w dzieciństwie, pragną zostać włączeni do grona dzieci Bożych.
Takim osobom, jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, stawia się pewne wymagania, które mają na celu przygotowanie ich do świadomego przyjęcia tego sakramentu. Troszcząc się o odpowiednie przygotowanie dorosłych do podjęcia w sposób świadomy decyzji o przyjęciu chrztu, Prawodawca kościelny zaznaczył: dorosły zamierzający przyjąć chrzest winien być dopuszczony do katechumenatu i wedle możności przez różne stopnie doprowadzony do wtajemniczenia sakramentalnego…(kan. 851 nr 1 KPK).
Katechumenat, czyli przygotowanie dorosłego do przyjęcia sakramentu chrztu św., nie ogranicza się jedynie do wyjaśnienia dogmatów i przykazań, lecz ma kształtować całe życie chrześcijańskie. Ważne jest, jak mówi Dekret o działalności misyjnej Kościoła Soboru Watykańskiego II, by katechumenów odpowiednio wprowadzić w tajemnicę zbawienia i praktykę obyczajów ewangelicznych, a przez święte obrzędy, spełniane w kolejnych odstępach czasu, wtajemniczyć ich w życie wiary, liturgii i miłości Ludu Bożego.
Konferencja Episkopatu Polski ustaliła, że przygotowanie katechumenów do chrztu powinno zawierać następujące elementy:
– przekazanie zasad wiary i moralności;
– wprowadzenie w praktykę modlitwy osobistej i świadomego uczestnictwa w liturgii;
– wprowadzenie w praktykę życia chrześcijańskiego;
– kształtowanie postawy apostolskiej i współdziałania w ewangelizacyjnej misji Kościoła.
Oczywiście, odpowiedzialnymi za wystarczające przygotowanie katechumenów do przyjęcia sakramentu chrztu są duszpasterze, którzy mogą, a nawet powinni współpracować z katechetami świeckimi, wykazując tym samym dbałość o ich komplementarne przygotowanie. Układając program powinni zadbać o to, by był on dostosowany do poziomu intelektualnego i wiedzy religijnej kandydatów.
Udzielenie chrztu dorosłemu w zwykłych warunkach uzależnione jest nie tylko od właściwie odbytego katechumenatu, uświadomienia mu konieczności żalu za grzechy, ale przede wszystkim niezbędne jest wyrażenie przez niego woli przyjęcia chrztu. Poza tym, w myśl kan. 863 KPK: O chrzcie dorosłych, przynajmniej tych, którzy ukończyli czternasty rok życia, powinien być powiadomiony biskup diecezjalny, ażeby, jeśli uzna to za wskazane, sam udzielił chrztu.
Sytuacja zmienia się zasadniczo w niebezpieczeństwie utraty życia. Dorosły, znajdujący się w niebezpieczeństwie śmierci, może być ochrzczony, jeśli mając jakąś znajomość głównych prawd wiary, ujawni w jakikolwiek sposób intencję przyjęcia chrztu i przyrzeknie, że będzie zachowywał nakazy chrześcijańskiej religii (kan. 865§2 KPK).
Kościół wyraźnie zachęca, by dorosły przyjmujący chrzest, gdy nic nie stoi na przeszkodzie, przyjął także sakrament bierzmowania i uczestniczył w sposób pełny w Eucharystii (por. kan. 866 KPK). Oczywiście taka sytuacja może mieć miejsce tylko wtedy, gdy dorosłego chrzci biskup lub prezbiter, który w tej sytuacji staje się także szafarzem bierzmowania( por. kan. 883 KPK).
Kto ma prawo udzielać chrztu i jak postępujemy w niebezpieczeństwie śmierci?
Ewentualnych szafarzy chrztu możemy podzielić na dwie zasadnicze grupy:
– zwyczajnych – do ich zadań, w zwyczajnych warunkach, należy udzielanie tego sakramentu;
– nadzwyczajnych – zastępujących szafarzy zwyczajnych w szczególnych sytuacjach, podczas ich uzasadnionej nieobecności.
Szafarzami zwyczajnymi są: biskupi prezbiterzy i diakoni, stają się nimi na mocy przyjętych święceń. Gdy natomiast szafarz zwyczajny jest nieobecny lub ma przeszkodę, godziwie udziela chrztu katecheta, albo inna osoba wyznaczona do tej funkcji przez ordynariusza miejsca (biskupa diecezjalnego). W przypadku konieczności, chodzi tutaj głównie o niebezpieczeństwo śmierci osoby nieochrzczonej, może tego sakramentu udzielić każdy człowiek mający właściwą intencję ( por. kan. 861 KPK). Dlatego też we Wprowadzeniu teologicznym i pastoralnym do chrztu dzieci czytamy: Wszyscy katolicy świeccy, jako członkowie ludu kapłańskiego, a zwłaszcza rodzice i – z racji obowiązków – katecheci, położne, pomocnice domowe, opiekunki społeczne lub pielęgniarki, a także lekarze, niech się starają przyswoić sobie, w miarę swych uzdolnień, wystarczającą znajomość poprawnej formuły chrztu w naglącym wypadku.
Osobami odpowiedzialnymi za odpowiednie przygotowanie do sprawowania sakramentu chrztu szafarzy nadzwyczajnych są oczywiście stojący na czele wspólnot chrześcijańskich i ich bezpośredni współpracownicy, a więc: biskupi, prezbiterzy i diakoni.
Warto jeszcze raz podkreślić z mocą, że osoby świeckie tylko w szczególnych przypadkach mogą udzielać sakramentu chrztu. Tym bardziej, że Prawodawca nawet mających święcenia kapłańskie ostrzega, że: Poza wypadkiem konieczności, nie wolno nikomu bez odpowiedniego zezwolenia udzielać chrztu na obcym terytorium, nawet swoim podwładnym (kan. 862 KPK).
Gdy zastosowano skrócony obrzęd chrztu, bywa tak w sytuacji bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia, a więc szafarz, opuszczając inne obrzędy, polał jedynie głowę dziecka wodą i wypowiedział formułę chrzcielną, dziecko jest ważnie ochrzczone. W wypadku wczesnej śmierci staje bez grzechu przed Bogiem.
Jeśli natomiast minęło zagrożenie utraty życia i dziecko zaczyna prawidłowo się rozwijać, Kościół pragnie przyjąć je w sposób uroczysty do swojej Wspólnoty. W tym celu rodzice i chrzestni wraz z dzieckiem przybywają do świątyni, najlepiej Kościoła parafialnego, gdzie w imieniu Wspólnoty wita ich duszpasterz. Na wstępie wyraża on uznanie za to, że nie zwlekano z udzieleniem chrztu temu dziecku i dziękując Bogu, daje wyraz radości z tego, że odzyskało zdrowie. Następnie wśród modlitw przewidzianych w liturgii obrzędu przyjęcia dziecka, namaszcza je Krzyżmem św., nakłada białą szatę, wręcza zapaloną świecę i udziela błogosławieństwa.
Tak samo postępuje się wtedy, gdy z jakiś innych powodów zastosowano skrócony obrzęd chrztu. Np. wojny, prześladowania, niezgody między rodzicami, co nie pozwoliło na uroczysty chrzest w kościele.
Odpowiadając więc bezpośrednio na postawione na wstępie pytanie należy stwierdzić, że zwyczajnym szafarzem chrztu jest biskup, prezbiter lub diakon, a w sytuacjach wyjątkowych, szczególnie w niebezpieczeństwie śmierci, chrztu może udzielić każdy człowiek mający intencję udzielenia tego sakramentu tak jak to czyni Kościół katolicki, wypowiadając odpowiednią formułę i polewając głowę osoby chrzczonej wodą.
Kiedy i gdzie powinno się udzielać chrztu?
Kodeks prawa kanonicznego przewiduje, że: Chociaż chrzest może być udzielany w jakimkolwiek dniu, jednak zaleca się, aby z zasady był udzielany w niedzielę, albo wedle możności w wigilię paschalną (kan. 856 KPK).
Dlaczego właśnie tak? Sprawa wydaje się oczywista: każda niedziela to dzień, kiedy Kościół wspomina zmartwychwstanie Chrystusa. Noc z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę – Wielka Noc, to czas przejścia Jezusa ze śmierci do życia. W związku z tym trudno sobie wyobrazić inny dzień, bardziej właściwy, by przyjąć ten sakrament.
Oczywiście, gdy dziecko znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci, czy zachodzi jakaś inna słuszna przyczyna, można wybrać inny dzień w którym zostanie udzielony sakrament chrztu.
Wybierając termin chrztu, należy brać pod uwagę:
– zbawienie dziecka – nie należy pozbawiać je dobrodziejstw tego sakramentu;
– stan zdrowia dziecka;
– zdrowie matki – aby mogła, jeśli to tylko możliwe, wziąć udział w liturgii chrzcielnej;
– potrzeby duszpasterskie – by umożliwić rodzicom i chrzestnym odpowiednie przygotowanie i zorganizowanie chrztu.
Zgodnie z istniejącą wieloletnią praktyką Kościoła, udzielenie chrztu powinno nastąpić, jeśli to tylko możliwe, w pierwszych tygodniach po narodzeniu dziecka.
Jest wskazane, aby w zwykłych warunkach, kiedy chrztu udziela się w niedzielę, czynić to na Mszy św., aby cała wspólnota mogła brać udział w obrzędzie i aby jeszcze jaśniej ukazać związek chrztu i Eucharystii. Nie powinno się tego czynić w każdą niedzielę, lecz w z góry określoną i na określonej Mszy św. Dzięki temu, ceremonia chrztu będzie miała miejsce przy udziale większej wspólnoty wiernych i w gronie większej liczby przyjmujących chrzest.
Skoro chrztu udziela się w zwykłych warunkach w niedzielę na Mszy św., to trudno sobie wyobrazić by miało to mieć miejsce poza kościołem. Dlatego też nie dziwi stwierdzenie władzy kościelnej, że: Poza wypadkiem konieczności, właściwym miejscem chrztu jest kościół lub kaplica (kan. 857 KPK). I to na dodatek nie wystarczy “jakikolwiek” kościół lub kaplica. Musi być to przede wszystkim świątynia w której jest chrzcielnica, a poza tym znajdować się na terenie parafii, gdzie mieszka kandydat do chrztu (w przypadku chrztu dorosłego), lub jego rodzice (w przypadku chrztu dziecka). Wskazując na kościół parafialny jako właściwe miejsce chrztu podkreśla się prawdę, że chrzest jest sakramentem wiary Kościoła, a także sakramentem włączenia do ludu Bożego. Dlatego też zrozumiałe jest, że kapłani odpowiedzialni za duszpasterstwo w danej parafii, niezbyt chętnie zgadzają się na to, by ich parafianie, czy dzieci ich parafian, były chrzczone poza swoją wspólnotą.
Prawodawca kościelny dopuszcza jednak jednostkowe przypadki, kiedy to chrzest może odbyć się poza kościołem parafialnym, czy nawet zupełnie poza miejscem gdzie znajduje się chrzcielnica. Chodzi tutaj o kandydata do chrztu, który: ze względu na odległość lub inne okoliczności, nie może bez poważnej niedogodności przybyć lub być przyniesionym do kościoła parafialnego albo innego kościoła lub kaplicy…(kan. 859 KPK).
W takiej sytuacji, chrztu można i trzeba udzielić w innym bliżej położonym kościele lub kaplicy albo nawet w innym odpowiednim miejscu.
Zdajemy sobie sprawę, że można tu przytoczyć wiele różnych przypadków, które gdy zachodzą, uzasadniają prośbę do własnego proboszcza o pozwolenie na udzielenie chrztu na terenie innej parafii. Roztropny duszpasterz nie odmówi takiego zezwolenia, jeśli widzi, że prośba do niego skierowana ma logiczne uzasadnienie.
Gdyby natomiast chodziło o chrzest poza kościołem, wszyscy musimy mieć świadomość, że najwyższy prawodawca kościelny postanowił, iż poza wypadkiem konieczności, chrztu nie należy udzielać w domach prywatnych, lub szpitalach, chyba że biskup diecezjalny dla poważnej przyczyny na to zezwoli (por. kan. 860 KPK).
Wiemy również z ogólnej znajomości prawa kościelnego, że niebezpieczeństwo utraty życia zawiesza wiele zasad ogólnych postępowania w normalnych warunkach. Również jeśli chodzi o czas i miejsce chrztu. W takim przypadku można chrzcić zawsze i w każdym miejscu mając na względzie dobro duchowe osoby umierającej.

Licheń -Gniezno -Kórnik 17-19.07.2009 r.

Opłata wynosi 210 zł

i obejmuje:
– przejazd autokarem
– 2 noclegi w D.P. “ARKA”
– bilety wstępu
– opłaty przewodników
– ubezpieczenie

Zapisy i informacje
Punkt Książki Religijnej (amfiteatr) w każdą niedzielę
do 21 czerwca w godz. 8.00 – 11.30
lub telefonicznie 081 525 14 62 (w godzinach wieczornych)