Legenda o świętej Klarze

Współcześni założyciele i ich prawdziwi naśladowcy są bez wątpienia światłem świata, przewodnikami na drodze, nauczycielami życia. Przez nich światu chylącemu się ku zmierzchowi rozbłysło słońce w zenicie, aby ujrzał światłość, kto kroczył w ciemnościach.
Nie godziło się, by zabrakło pomocy dla płci słabszej, porywanej wirem pożądania, którą wola nie mniej pociągała do grzechu, a jeszcze bardziej do niego skłaniała słabość. Wezwał zatem dobry Bóg czcigodną dziewicę Klarę i ustanowił ją najjaśniejszą światłością dla niewiast.
Rodzice Klary
Godna podziwu dziewczyna, Jasna z imienia i jasna przez cnoty [imię od łac. clara – jasna], z miasta Asyżu, odznaczała się szlachetnym pochodzeniem: najpierw była współobywatelką błogosławionego Franciszka na ziemi, potem razem z nim króluje w niebie. Jej ojciec był rycerzem i cała rodzina, z obu stron, należała do rycerstwa. Dom był dostatni, a posiadłości – jak na warunki tych okolic – bogate. Matka o imieniu Hortulana, która miała porodzić roślinkę wydającą owoce w ogrodzie Kościoła, sama się wyróżniała obfitością dobrych owoców. Kiedy nosiła dziecię w swym łonie, bliska porodu, modliła się nabożnie do Jezusa przed krzyżem w kościele. Usłyszała wtedy głos zwracający się do niej: „Nie lękaj się, niewiasto, bowiem bezpiecznie porodzisz światło, które rozjaśni samą światłość”. Pouczona tymi słowami, kiedy narodziła się dziewczynka i miała się odrodzić przez chrzest, poleciła, by dano jej imię Klara, w nadziei, że potem – z łaskawości Bożej woli – jakoś się dopełni jasność obiecanego światła.
Sposób życia w domu rodzinnym
3. Ledwo wydana na świat, malutka Klara rychło zaczęła roztaczać światło w ciemnościach świata, i w młodych latach błyszczeć poprawnością obyczajów. Najpierw pojętnym sercem przyjęła nauczanie wiary od matki, a jednocześnie Duch napełniał ją i kształtował wewnętrznie. I tak prawdziwie najczystsze naczynie stało się naczyniem łask. Chętnie wyciągała swą rękę do biednych i z bogactwa swego domu wspomagała wielu w niedostatkach. Aby uczynić swą ofiarę bardziej miłą Bogu, odejmowała swemu ciału wyszukanych potraw i przez pośredników posyłała je skrycie, by żywić sieroty. I tak od dzieciństwa wzrastała w miłosierdziu, współczucie wypełniało jej umysł i pochylała się nad biedą nieszczęśników.
Kiedy nadeszły pierwsze bodźce świętej miłości, natchniona przez Ducha, by rzeczom niskim nadawać niską cenę, uznała za godne lekceważenia niestałe piękno tego świata. Pod cennymi i miękkimi okryciami skrycie nosiła włosiennicę. Zewnętrznie kwitnąca wobec świata, wewnątrz przyoblekała się w Chrystusa.
W końcu rodzice zechcieli szlachetnie wydać ją za mąż, ale nie przystała na to w żaden sposób. Udając odkładanie małżeństwa na później, polecała swe dziewictwo Bogu.
Poznanie i przyjaźń ze świętym Franciszkiem.
5. Kiedy usłyszała sławne już imię Franciszka, który jako nowy człowiek nowymi cnotami odnawiał drogę doskonałości, zapomnianą w świecie, natychmiast zapragnęła słuchać go i zobaczyć. Pobudził ją do tego sam Ojciec duchów, od którego oboje, choć w różny sposób, przyjęli już natchnienia. On również, poruszony sławą dziewczyny tak łaskawej i znanej, nie mniej pragnął się z nią widzieć i rozmawiać, by w jakiś sposób móc wydrzeć przewrotnemu światu [por. Ga 1,4] tę szlachetną zdobycz i ofiarować ją Panu. Dążył do takich zdobyczy, przecież przyszedł zniszczyć królestwo świata. Odwiedza ją, lecz częściej ona odwiedza jego. Ograniczają częstość swych spotkań, aby ich niebiańskie zainteresowanie nie zostało zauważone przez ludzi i umniejszone publicznymi pogłoskami. Dziewczyna wychodziła z domu i tylko z jedną bliską jej towarzyszką potajemnie udawała się do męża Bożego. Jego słowa ją rozpalały, a czyny zdawały się być ponad ludzkie. Zachęca ją ojciec Franciszek do pogardzenia światem, żywo jej ukazuje jak próżną nadzieję daje świat i jak zwodnicza jest jego postać. Wpaja słodycz zaślubin z Chrystusem i przekonuje, by zachowała perłę dziewiczej czystości dla błogosławionego oblubieńca, który z miłości stał się człowiekiem.
Nawrócenie przez Franciszka i przejście ze świata do życia zakonnego
7. Aby proch świata nie pokrył zwierciadła jej nietkniętego ducha, a brud światowego życia nie zepsuł czystej młodości, pobożny ojciec spieszy wyprowadzić Klarę z cienia doczesności.
Bliski już był uroczysty dzień Niedzieli Palmowej, kiedy dziewczyna udała się do męża Bożego, by go zapytać o swoje nawrócenie – kiedy i jak powinna działać. Ojciec Franciszek nakazuje, aby w dzień święta, elegancka i wytworna, poszła po palmę razem z całym tłumem, a potem, następnej nocy, aby wyszła z miasta i zmieniła radość ziemską na smutek męki Pańskiej. Kiedy więc nadeszła niedziela, dziewczyna, promieniując odświętnym blaskiem w tłumie szlachcianek, wchodzi do kościoła. Tutaj – jako godna przepowiednia – stało się tak, że podczas gdy inni się tłoczyli, by otrzymać palmę, skromność kazała Klarze pozostać na miejscu. Wtedy biskup zstąpił ze schodków, podszedł do niej samej i złożył palmę w jej rękach. Następnej nocy, gotowa do wykonania polecenia świętego, w godnym towarzystwie podjęła upragnioną ucieczkę. Ponieważ jednak nie chciała wychodzić przez zwyczajne drzwi, własnymi rękami otwarła inne, dzięki sile, jaka jej samej wydała się niezwykła, bo blokowały je kłody i ciężkie kamienie.
8. Potem, po opuszczeniu domu, miasta i krewnych, pospieszyła ku Matce Bożej z Porcjunkuli, gdzie bracia, czuwający na modlitwie przy Bożym ołtarzu, przyjęli młodą Klarę z zapalonymi pochodniami. Natychmiast odrzuciła obrzydliwości Babilonii i wręczyła światu list rozwodowy. Rękami braci obcięła sobie włosy i porzuciła urozmaicone ubiory. Nie godziło się, by o zmierzchu czasów gdzie indziej rozkwitł dziewiczy zakon, jak tylko w świątyni tej, która pierwsza i najbardziej godna ze wszystkich, jako jedyna była matką i dziewicą. W tym miejscu, pod wodzą Franciszka, miał szczęśliwy początek nowy zastęp ubogich. Widać przez to wyraźnie, że oba zakony porodziła w swym domu Matka miłosierdzia.
Kiedy więc pokorna służebnica Klara przyjęła przed ołtarzem najświętszej Maryi znaki pokuty i jakby przed łożem Dziewicy oddała się Chrystusowi jako swemu oblubieńcowi, święty Franciszek poprowadził ją do kościoła świętego Pawła, aby pozostała w tym miejscu, dopóki Najwyższy nie wskaże innego rozwiązania.
Opór stawiany krewnym
9. Kiedy wieść dotarła do krewnych, ci, z sercem rozdartym, potępiają czyn i decyzję dziewczyny, i zebrawszy się razem biegną do tego miejsca, usiłując osiągnąć to, co niemożliwe. Najpierw z gniewnym naporem i podstępnymi radami, potem kuszącymi obietnicami, próbują ją przekonać, by odstąpiła od tego rodzaju niskiego stanu, który nie jest ani godzien rodziny, ani nie miał precedensu w okolicy. Ona jednak, chwytając nakrycia ołtarza, odkrywa swą głowę, na którą nałożono tonsurę, i stwierdza, że nigdy się nie pozwoli oderwać od służby Chrystusowi. Wobec rosnącej wrogości krewnych, rośnie jej odwaga, a miłość zrodzona przez krzywdy powiększa jej siły. I tak przez wiele dni, kiedy walczy z przeszkodami na drodze Pańskiej, a krewni się sprzeciwiają jej pragnieniu świętości, nie upada na duchu i nie traci zapału, lecz wśród słów nienawiści, rośnie w niej nadzieja. W końcu krewni z opuszczoną głową ustępują.
Prawdziwe i święte ubóstwo
13. Z ubóstwem duchowym, którym jest prawdziwa pokora, łączyła ubóstwo w rzeczy materialne. Przede wszystkim na początku swojego nowego życia kazała sprzedać rodzinne dziedzictwo, jakie otrzymała. Nie zostawiła sobie nic z uzyskanych pieniędzy i rozdała je ubogim. Zostawiła świat za sobą i ubogacona w duchu, pozbawiona obciążeń, bez trzosa, wyruszyła za Chrystusem.
Zawarła ze świętym ubóstwem taki pakt i związała się taką miłością, że nie chciała posiadać niczego, jak tylko Chrystusa Pana i nie pozwalała niczego posiadać swoim siostrom.
Była przekonana, że najcenniejsza perła niebiańskich pragnień, jaką nabyła sprzedając wszystko, nie może być zachowana wespół z gorączkowym zatroskaniem o rzeczy ziemskie. Nauczała często swoje siostry, że ta wspólnota wtedy będzie miła Bogu, gdy zachowa bogactwo ubóstwa, i że przetrwa zawsze, jeśli strzec jej będzie wieża najwyższego ubóstwa. Wzywała je do upodobnienia się w ich ubogim gnieździe do ubogiego Chrystusa, którego ubożuchna matka jako małego złożyła w skromnym żłóbku. To wspomnienie kładła na swojej piersi jak złoty łańcuch, aby proch ziemskich rzeczy nie wdarł się do jej wnętrza.
Modlitwa
20. Ile mocy czerpała z ognia żarliwej modlitwy, jak wiele w jej praktykowaniu smakowała Bożej dobroci, potwierdzają liczne oznaki.
Kiedy z radością wracała po modlitwie, z ognia ołtarza Pańskiego przynosiła gorące słowa, które rozpalały siostrzane serca. Zdumiewały się słodyczą wychodzącą z jej ust i jasnością większą niż zwykle, jaka biła z jej twarzy. Oto niewątpliwie Bóg w swej dobroci pokrzepiał biednego (Ps 68,11) i zewnętrznie wyróżniał umysł, napełniony w modlitwie prawdziwą światłością.
Zwyczajem jej na matutinum były wyprzedzać najmłodsze siostry. W milczeniu budziła je znakami i zapraszała do chwalenia Boga. Często, kiedy pozostałe spały, zapalała lampy, często własnoręcznie biła w dzwon. W jej klasztorze nie było miejsca dla oziębłości, nie było miejsca dla lenistwa, bowiem ospałość w modlitwie i w służeniu Bogu karano surowymi naganami.
Cudowne pocieszenie dane jej w chorobie przez Pana
29. Jako że Klara pamiętała o słabości Chrystusa, to Chrystus też ją odwiedzał w jej cierpieniach. W godzinie Bożego Narodzenia, kiedy małym Dziecięciem raduje się cały świat i aniołowie, wszystkie siostry udały się do oratorium na matutinum, a przygniecioną chorobą matkę zostawiły samą. Zaczęła myśleć o małym Jezusie i bardzo bolała nad tym, że nie może uczestniczyć w modlitwie. Westchnęła wtedy: „Panie Boże, zostałam tu z Tobą sama”. I oto nagle jej uszom zabrzmiał cudowny śpiew, jaki się wznosił w bazylice świętego Franciszka. Słyszała radość braci śpiewających psalmy, śledziła harmonię śpiewaków, docierał do niej nawet dźwięk instrumentów. Zbyt wielka była odległość od tego miejsca, by dźwięki mogły do niej dojść zwyczajnym sposobem. Albo więc został cudownie rozniesiony dźwięk tej uroczystości, albo jej słuch wzmocniony ponad ludzką miarę. A ponad to wszystko mogła nawet zobaczyć żłóbek Pana. Gdy rano przyszły do niej córki, rzekła błogosławiona Klara: „Błogosławiony niech będzie Pan, Jezus Chrystus, który nie opuścił mnie, gdy was nie było. Z łaski Chrystusa dokładnie słyszałam całą uroczystość, jaką sprawowano tej nocy w kościele świętego Franciszka”.
Wspomnienie Męki Pańskiej
31. Przyszedł raz dzień Wieczerzy Pańskiej, w którym Pan umiłował swoich aż do końca. Pod wieczór, kiedy zbliżała się agonia Jezusa, Klara zasmucona i posępna zamknęła się w swej celi. Kiedy w modlitwie towarzyszyła modlącemu się Panu i duszą smutną aż do śmierci chłonęła jego smutek, wspomnienie pojmania i wyszydzenia tak ją oszołomiło, że usiadła na łóżku. Całą noc i dzień następny pozostała tak pochłonięta, oderwana od samej siebie, stale wpatrzona w jedno światło. Zdawała się ukrzyżowana z Chrystusem i całkiem bez czucia. Jedna z bliskich jej córek często przychodziła do niej, by sprawdzić, czy czegoś nie chce, i za każdym razem znajdowała ją w tym samym stanie. Gdy nadszedł piątkowy wieczór, pobożna córka zapaliła świecę i bez słów, tylko znakami przypomniała matce nakaz świętego Franciszka. Święty bowiem polecił, by nie spędziła ani jednego dnia bez jedzenia. Siostra stała obok, a Klara jakby powróciła z daleka i rzekła: „Po co potrzebna ci świeca? Czy nie jest dzień?” „Matko – mówi tamta – noc minęła i przeszedł dzień, kolejna noc nadchodzi”. A Klara: „Niech będzie błogosławiony ten sen, najdroższa córko, bo kiedy go pragnęłam, został mi dany. A ty strzeż się, by o tym śnie nikomu nie mówić jak długo żyję w tym ciele”.
Codzienne nauczanie sióstr
36. Jako że była nauczycielką niedoświadczonych i jakby opiekunką dziewcząt w pałacu wielkiego Króla, kształtowała je takim nauczaniem i otaczała taką miłością, że nie wyrazi tego żaden opis.
Najpierw je uczy, by oddaliły od umysłu wszelki zgiełk, aby przylgnęły tylko do głębokości rzeczy Bożych. Uczy by nie tkwiły już przy miłości swych krewnych według ciała i by zapomniały o domu rodzinnym, żeby się podobać Chrystusowi. Zachęca do gardzenia potrzebami ułomnego ciała, i by igraszki ciała poddawały panowaniu rozumu. Wskazuje jak podstępny wróg zastawia ukryte pułapki na czyste dusze i jak w jeden sposób kusi świętych, a w inny tych, którzy tkwią w świecie. Chciała, by o pewnych godzinach siostry zajmowały się pracą ręczną, tak jednak, by zgodnie z zamysłem założyciela odnawiały gorliwość w modlitwie i stroniąc od opieszałości i niedbalstwa, zwalczały oziębłość religijną ogniem świętej miłości. Nie było nigdzie większego zachowania milczenia, nigdzie pełniejszego widoku i brzmienia wszelkiej czystości. Tutaj żadne płoche gadulstwo nie świadczy o płochości ducha, ani pustka słów nie zdradza próżności uczuć. Sama bowiem nauczycielka, oszczędna w słowach, umie krótko wyrażać bogate pragnienia.
Jej wielka miłość do sióstr
38. Czcigodna ksieni umiłowała nie tylko dusze swych córek, ale z nadzwyczaj troskliwą miłością służy też ich ciału. W zimne noce często sama okrywa śpiące, a kiedy zauważa, że któreś nie są zdolne do zachowania zakonnego rygoru, chce by zadowoliły się łagodniejszym trybem życia. Jeśli którąś niepokoiła pokusa, jeśli którąś – jak to bywa – ogarnął smutek, wołała ją na osobność i pocieszała ze łzami. Czasem pada do nóg strapionych, aby matczynymi pieszczotami załagodzić siłę bólu. Córki nie pozostawały niewdzięczne za te dobra i odwzajemniały się całkowitym oddaniem. U matki doceniają uczucie miłości, u nauczycielki czczą urząd przełożeństwa, u wychowawczyni naśladują prawe postępowanie, u oblubienicy Boga podziwiają dar wszelkiej świętości.
Odpowiedź udzielona zapłakanej siostrze
43. Łoże matki otaczają córki, które niedługo osieroci. Ich dusze przenika miecz gorzkiej boleści. Ani sen ich nie oddala, ani głód nie odrywa. Zapominają o łóżku i o stole, a dniem i nocą tylko płacz zdaje się je cieszyć. Wśród nich Agnieszka, pobożna dziewica, tonąc w goryczy łez, prosi siostrę, by nie odchodziła i jej nie zostawiała. Klara jej mówi: „Podoba się Bogu, najdroższa siostro, abym odeszła. Ale ty nie płacz, bowiem szybko przyjdziesz za mną do Pana. A Pan da ci wielkie pocieszenie przed moim odejściem”.
Przejście z tego świata
46. Potem najświętsza dziewica zwraca się do siebie i cicho mówi do swej duszy: „Ruszaj bezpiecznie, masz bowiem dobrą eskortę na drogę. Ruszaj – mówi – bo twój Stwórca cię uświęcił, i strzegąc cię zawsze, jak matka dziecko, pokochał cię czułą miłością. Bądź błogosławiony, Panie, który mnie stworzyłeś”. Któraś z sióstr zapytała, z kim rozmawia. Klara odrzekła: „Rozmawiam z dusza moją błogosławioną”. Owa chwalebna eskorta nie była już daleko, bo zwróciła się do jednej z córek, pytając: „Widzisz, córko, Króla chwały, tak jak ja Go widzę?” Także i nad nią spoczęła ręka Pana (Ez 1,3) i oczami ciała wśród łez zobaczyła szczęśliwą wizję. Ugodzona strzałą głębokiego bólu kieruje wzrok ku drzwiom domu. A oto wkracza tłum dziewic w białych szatach, wszystkie w złotych wiankach na głowach. Między nimi postępuje jedna pełniejsza blasku od pozostałych. Z jej korony, która na szczycie podobna była do kadzielnicy z otworami, wychodziła taka światłość, że ciemną noc przemieniła w domu na jasny dzień. Podchodzi do łoża, gdzie spoczywa oblubienica Syna, z miłością się nad nią pochyla i czule obejmuje. Dziewice przynoszą niezwykle piękny płaszcz i prześcigając się w usłużności, odziewają Klarę i zdobią jej łoże.
Dzień po święcie błogosławionego Wawrzyńca jej najświętsza dusza odeszła po wawrzyn wiecznej nagrody. Uwolniony ze świątyni ciała jej duch powędrował do niebios. Błogosławione to odejście z doliny nędzy, które stało się dla niej początkiem szczęśliwego życia. W zamian za skromny pokarm pielgrzyma raduje się ucztą mieszkańców nieba. W zamian za nędzę prochu, błogosławiona w królestwie niebieskim, otrzymuje stułę wiecznej chwały.